Ponownie zostałam pchnięta
na szafki. Pokręciłam głową z rozbawieniem, cała ta sytuacja wydawała się dla
mnie, wielce zabawna. Koleżanki, Samanthy, no tak któż by inny?
Ta dziewczyna zawsze posługiwała się innymi, nigdy nie załatwiła sprawy sama,
na własną rękę, tylko kazała to zrobić swoim koleżankom, totalna idiotka, tak
samo jak te jej koleżanki.
Dwie blondynki, skąpo ubrane.. chyba upodobniały się do tej suki. Tapety na
twarzy też im nie brakowało. Westchnęłam, wiedząc, że sprowokuję tym gestem,
którąś z nich.
- nie wzdychaj jak do ciebie mówię, kretynko! - jedna z nich.. bodajże Chelsey,
zabrała głos.
Zaśmiałam się i wzruszyłam ramionami. Kątem oka spostrzegłam, jak jakiś chłopak
widząc całą tą sytuację, pobiegł w stronę stołówki. Świetnie, zaraz wszyscy się
zlecą. Wielka mi sensacja.
- Słyszysz mnie?! - wzdrygnęłam się na ten podniesiony głos, Chelsey.
- nie jestem głucha. - warknęłam w odpowiedzi.
Patrzyłam jej prosto w oczy, żeby przypadkiem nie pomyślała, że się jej boję
czy coś.
- posłuchaj mnie. Jeżeli jeszcze raz upokorzysz Samanthę publicznie, nie
ręczymy za siebie - powiedziała głosem pełnym powagi, wskazując na siebie i tą
koleżankę obok.
- tak? - zaśmiałam się kpiarsko - jesteście żałosne, obydwie. Dajecie sobą
pomiatać.
Chelsey się oburzyła i położyła dłonie na biodrach, przy okazji mrużąc oczy.
- nie obchodzi mnie twoje zdanie, eee.. jak ci tam? aa.. Pain. - wzruszyła
ramionami - wiem, że Sam nas lubi i wcale nami nie pomiata, prawda Monic? -
spojrzała na tą drugą blondynkę, która wpatrywała się w swoje paznokcie, chyba
zupełnie jej nie słuchając.
- przepraszam, co mówiłaś? - zapytała, podnosząc wzrok.
Parsknęłam śmiechem. Idiotki, totalne idiotki.
- z czego się śmiejesz?! - Chelsey, złapała mnie za ramię i ponownie pchnęła na
szafki.
- z twojej głupoty. - odpowiedziałam, dalej się śmiejąc. nie przejęłam się
zbytnio, tym że znowu pchnęła mnie na szafki.
Zauważyłam, że wszyscy zaczęli się zbierać wokół nas, nawet Rose i Harry stali
i patrzyli. Złapałam wzrok swojej przyjaciółki, która jak dobrze widziałam już
chciała przybiec i mi pomóc, ale pokręciłam przecząco głową i na powrót
przestała się ruszać.
Zayn.. cholera. Nawet on tam był, tylko tym razem się nie wtrącał, dokładnie
tak jak chciałam. Hmm.. może jednak potrafi słuchać? Cały czas się przyglądał.
Nagle poczułam ból przeszywający mój policzek , chyba dostałam z liścia.
Zapanowała cisza, jedynie z boku usłyszałam jak parę osób bierze głębokie
wdechy, z pewnością czekali na dalszy rozwój wydarzeń. Nie czekałam długo,
nieważne, że byłam dziewczyną. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek bił mnie po twarzy,
tym bardziej jakieś puste blondyneczki. Spojrzałam na Monic, która stała
niewzruszona, potem przeniosłam wzrok na Chelsey, to ona mnie uderzyła i widziałam
ten lekki niepokój w jej oczach, chyba wiedziała co ją czeka za to co zrobiła.
- czujesz się usatysfakcjonowana? Samantha będzie dumna, hę? - zapytałam,
zbliżając się do niej o krok. Ta odruchowo cofnęła się do tyłu.
Przełknęła gorączkowo ślinę, i starała
się udawać twardą. Uwierzcie mi, bardzo zabawny widok.
Tym razem ja stałam przed nią i pchnęłam ją na szafki. Nie cackałam się z nią
długo, po dobrej chwili również uderzyłam ją w twarz. Dziewczyna jęknęła z
bólu.
- dotknij mnie jeszcze raz .. a pożał..- nie zdążyłam dokończyć, bo ktoś
pociągnął mnie do tyłu za włosy.
Próbowałam się obrócić, ale na marne. Wzięłam mocny zamach i uderzyłam
napastnika z łokcia w brzuch, usłyszałam pisk. A więc to była Monic. Obróciłam
się w jej stronę, schyliła się, krzywiąc się z bólu.
- ty.. idiotko.. - sapnęła ze złością.
- słucham? coś mówiłaś? - zbliżyłam się do niej ponownie, chwyciłam jej
idealnie ułożone włosy i pociągnęłam do tyłu jej głowę, tak by na mnie spojrzała.
Pokręciła jedynie głową, widziałam w jej oczach strach. Z wielką satysfakcją puściłam jej włosy.
Już chciałam od nich odejść, kiedy na drodze stanął mi mięśniak, następny
kretyn w tej szkole. Cholera jasna.
- uderzyłaś moją dziewczynę.. - wskazał głową na Monic, która dalej zwijała się
z bólu.
Poczułam jak szarpie mnie za rękę, miał tyle siły, że myślałam, że połamie mi
tą rękę. Skrzywiłam się lekko, próbując nie dać po sobie poznać. Wiadomo był
facetem, a z facetem większych szans nie miałam, szczególnie z facetem takich
rozmiarów. Czarna bokserka opinała się na jego klacie, ukazując przy tym parę
jego tatuażów na ramionach, kolczyk w uchu, i czarne postawione na żel włosy.
Miał z lekka krzywy nos, co oznaczało , że chyba musiał już w niego dostać.
Zaśmiałam się mimo własnej woli, co wyszło na moją niekorzyść.
Złapał moją twarz w tą swoją wielką łapę, przypuszczam, że mógłby mi złamać
szczękę, gdyby tylko chciał. Zbliżył się do mojej twarzy, na tyle że czułam
jego zapach.
- śmiejesz się ze mnie, suko?! - wypowiadając te słowa, mocniej ścisnął moją
szczękę. Na co skrzywiłam się bardziej. Bolało.. strasznie. W walce z facetem,
byłam naprawdę słaba.
- Puść ją. - warknął dobrze mi znany głos. Malik. Znowu.
Mięśniak zwrócił swoją głowę w stronę Zayn’a z uśmieszkiem na twarzy.
- bo co, chłopaczku? - zapytał, przesłodzonym głosem. Opuszkiem palca
przejechał po moim policzku.
- zaraz zdejmę ten twój idiotyczny uśmieszek, z tej twojej krzywej mordy. -
warknął czarnowłosy. Niestety nie widziałam jego twarzy więc mogłam sobie
jedynie wyobrazić jego wyraz twarzy i to jak zaciska dłonie w pięści.
- proszę cię bardzo, chłopaczku. - słyszałam pewność siebie w jego głosie. po
chwili poluźnił uścisk i byłam wolna.
Zayn nie czekał zbyt długo, chwilę później znalazł się przy chłopaku i trafił w
jego twarz. Prawy sierpowy idealnie wymierzony.
Odsunęłam się na bok. Miałam nadzieję, że Malik wyjdzie z tego cało..
Tym razem czarnowłosy oberwał, widziałam że się skrzywił ale nic więcej.
Poleciała mu krew z wargi, mój mózg zaczął pracować na wyższych obrotach,
jeżeli szybko tego nie zakończymy może się to wszystko źle skończyć!
- STOP! - krzyknęłam, tak głośno, na ile było mnie stać.
Niestety, to nie podziałało.. Obróciłam się o 180 stopni, w poszukiwaniu
pomocy. Wszyscy byli zebrani wokół, jednak nikt nie pofatygował się żeby pomóc.
- HARRY! pomóż mi ich rozdzielić! - krzyknęłam w stronę Harrego, który nie
zwlekał dłużej. Znalazł się tuż obok mnie.
- ty nie podchodź, mogą zrobić ci krzywdę. - spojrzał na mnie z powagą. Nie
oczekiwał sprzeciwu, to był rozkaz. Odsunął mnie na bok i po chwili przejęła
mnie Rose, chwytając mnie w silnym uścisku, abym nie mogła się ruszyć.
- Pain, wszystko w porządku? - zapytała z troską. Odpowiedziałam jej kiwnięciem
głowy, dalej obserwując sytuację.
Harry zmusił jakiś czterech chłopaków, żeby mu pomogli. Dwóch odciągało
mięśniaka, i trzech odciągało Zayn’a. Po dobrej chwili stali już dobry metr od
siebie, głośno oddychając. Mięśniak też krwawił. Nie sądziłam, że Zayn może
mieć tyle siły.. Wzięłam głęboki wdech słysząc chłodne słowa z ust mięśniaka.
- policzymy się jeszcze, policzymy.. - warknął, przed odciągnięciem go z
korytarza. Wyprowadzili go z holu. Dwie dziewczyny z którymi ja miałam do
czynienia, również ruszyli za nimi.
Wyswobodziłam się z uścisku Rose i podbiegłam do Malika. Przyjrzałam się jego
twarzy.
- nic ci nie jest? - zapytałam, widząc jego poharataną wargę .
Chłopak tylko wzruszył ramionami i odwrócił wzrok.
Nie mam pojęcia dlaczego to zrobił, dlaczego mi pomógł.. nikt inny tego nie
zrobił. Pewnie wiedział, że sama nie dam sobie z tym kolesiem rady.
Wszyscy zaczęli odchodzić w swoje strony w mgnieniu oka a więc coś było nie
tak. Jakiś chłopak do nas podbiegł.
- dyrektor idzie, musicie wiać bo was posadzi! - spojrzał na naszą trójkę.
Mnie, Zayn’a i Harrego.
Pokiwałam głową i spojrzałam na loczka.
- idź do Rose, ja pomogę Zaynowi - mruknęłam szybko i pchnęłam Harrego w stronę
korytarza, gdzie zniknęła blondynka. Chciałam wziąć go pod łokieć, jednak ten się
wyszarpnął. No tak, ta męska duma. Westchnęłam. Ruszyliśmy szybkim tempem w stronę
gabinetu pielęgniarki, na nasze szczęście pielęgniarka była wyluzowana, bywałam
u niej dość często, bardzo dobrze mnie zna.
Zapukałam do środka, jednocześnie się rozglądając. Miałam nadzieję, że nie
natkniemy się na dyra. Pielęgniarka otworzyła drzwi i uważnie zilustrowała nas
wzrokiem.
- Pain? co się stał... o matko! - przeraziła się widząc, dobrze poharataną
twarz chłopaka - wchodźcie do środka.
Weszliśmy do środka. Malik usiadł na sofce a ja usiadłam na przeciwko niego na
krześle.
- dziecino, co się stało? - zwróciła się w moją stronę.
- mała bójka.. eee, nic takiego. - szepnęłam, spoglądając w stronę Zayn’a,
który patrzył się na mnie. Nie wiem jak.. ale wyglądał o niebo lepiej niż
tamten mięśniak, jakoś wydawało mi się, że tamten był w jeszcze gorszym stanie niż
Malik.
Kobieta zajęła się chłopakiem. Po dobrych dziesięciu minutach, Zayn wyglądał
dużo lepiej.
- jak się czujesz? - zapytała go pielęgniarka.
- bywało lepiej. - odpowiedział, jednak na jego twarzy pojawił się uśmiech. Był
zadowolony... mhm, ciekawe.
Kobieta wypuściła nas z gabinetu i kazała iść do domu, nawet napisała nam
zwolnienie z dzisiejszego dnia. Postanowiłam z tego skorzystać, nie wiem jak
Zayn. Chciałam go zapytać o parę rzeczy.. ale w sumie, czułam się jakoś tak
głupio.
- ee, hmm.. dzięki za pomoc. Ale.. nie
musiałeś. - odezwałam się, spuszczając wzrok. Czułam, że jego wzrok był
utkwiony we mnie.
- jasne, a ty znowu przy swoim, z tym frajerem raczej rady byś sobie nie dała..
- stwierdził. Wiedziałam, że ma rację, ale za żadne skarby nie chciałam mu
przyznać racji.
- tak? a skąd możesz to wiedzieć? może miałam coś w zanadrzu? hmm? - zapytałam
podnosząc swój wzrok na niego.
- tak, tak.. oczywiście. - pokiwał głową z wyraźną kpiną - jakoś wydaję mi się,
że wyglądałaś na troszeczkę przerażoną. - stwierdził z rozbawieniem.
Siedziałam cicho.. no bo co niby miałam powiedzieć?
- ale wiesz co? - zbliżył się do mnie o krok, i ujął jeden kosmyk moich
włosów.
Poczułam jego ładny zapach, tak pięknie
pachniał. Nie odważyłam się spojrzeć mu w oczy.. matko, co się ze mną działo?
Potrafiłam się pobić, a nie potrafiłam spojrzeć chłopakowi w oczy? To chore,
ewidentnie. Zayn chyba czekał, aż podniosę na niego swój wzrok bo dalej nic nie
mówił.. Powoli przeniosłam wzrok na jego oczy, które wpatrywały się w moją
twarz. Uśmiechnął się tajemniczo i zbliżył swoją twarz do mojej. Chyba widział
jak na mnie działał. Przejechał kciukiem po moim policzku, i założył kosmyk
włosów za ucho.
- nie mam pojęcia dlaczego.. tak bardzo chcę cię chronić – zaczął mówić,
patrząc mi prosto w oczy – to dziwne, nie uważasz? Przecież nawet się nie
znamy..
Słuchałam jego słów uważnie. Nie odezwałam się ani słowem, nie potrafiłam.
- To takie dziwne.. – pokręcił głową, jakby nie mógł w to uwierzyć – Czuję
jakbym był tobie przeznaczony.. nie potrafię ci tego wytłumaczyć.. nie mogę..
Dla mnie gadał bez sensu, przeznaczony? Jak niby przeznaczony?
- jesteś moim Aniołem.. mój Aniele.. – szepnął, wprost do mojego ucha, na co
się wzdrygnęłam.
Zamknęłam oczy, głośno przełykając ślinę. Kiedy ponownie otworzyłam oczy,
chłopaka już nie było. Otworzyłam szerzej oczy.
- przecież to niemożliwe.. – gadałam sama do siebie – nie mógł tak szybko
zniknąć.
Wzięłam głęboki wdech, żeby się uspokoić. To totalnie pokręcone!
Wyszłam ze szkoły, rozglądając się na boki. Może mi się to wszystko zdawało? Już
sama nie wiem co o tym myśleć. Musiałam stąd iść i to jak najszybciej. Biegłam
przed siebie a jego słowa odbijały się echem w mojej głowie .
jesteś
moim Aniołem.. mój Aniele..
poniedziałek, 24 czerwca 2013
piątek, 14 czerwca 2013
Rozdział 3.
Frajer
Smith posadził Harrego w ławce razem z Rose, widziałam tę radość w jej oczach, jej
rozpromieniona twarz mówiła sama za siebie, z resztą sam Harry też nie wydawał
się tym faktem zasmucony. Uśmiechali się do siebie, zauważyłam nawet jak moja przyjaciółka
zakłada włosy za ucho, a to w końcu jakiś znak. Uśmiechnęłam się pod nosem,
może coś z tego wyjdzie..
Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos, bardzo irytujący głos Pana Smitha.
- Carter, zrób miejsce dla Pana Malika. – odezwał się tym swoim frajerskim głosem, wpatrując się we mnie surowo. Spojrzałam na niego po czym bez słowa posunęłam się na koniec swojej ławki, tym samym robiąc miejsce dla mojego ‘nowego kolegi ‘ z ławki. Nie to żebym miała coś przeciwko, jednak Zayn był.. eh.. w sumie skąd miałam wiedzieć jaki on był? Nawet z nim nie gadałam, tylko wymieniliśmy się imionami. Westchnęłam. Po dobrej chwili wpatrywania się w okno, poczułam, że ktoś zajął miejsce tuż obok mnie. Powoli przeniosłam wzrok na swojego ‘koleżkę’, który uśmiechał się pod nosem. Miał taką tajemniczą aurę, w ogóle był taki.. ohh. Matko, o czym ja gadam? Moja podświadomość mocno palnęła się w głowę za moją głupotę. Nawet go nie znasz kretynko.
Przez całą lekcję, nie odezwaliśmy się do siebie ani jednym słowem. Kiedy lekcja dobiegła końca, chciałam wyjść z tej Sali jak najszybciej, więc podniosłam się z miejsca z zamiarem spakowania swoich rzeczy do torby. Eh, z moją niezdarnością, oczywiście musiałam wypuścić z rąk jedną z książek, co nie uciekło uwadze Zayna. Powoli schylił się po książkę po chwili się prostując. Cholera, cholera,cholera.. Dlaczego akurat ta książka musiała upaść?
- Romeo i Julia? Wielka fanka, Szekspira.. lubisz smutne zakończenia?– zaśmiał się, patrząc na tą durną okładkę, po chwili jego wyraz twarzy się zmienił, spoważniał a jego czekoladowe tęczówki, wpatrywały się w moje.
Pokiwałam głową na tak, nie mając pojęcia co mam powiedzieć. Wyciągnął w moją stronę książkę. Chwyciłam ją delikatnie.
- Dzięki. – mruknęłam cicho, odwracając wzrok od tych cholernie hipnotyzujących oczu.
- Lubisz romantyków, Pain? – ni z tego ni z owego, Zayn zadał mi pytanie. Jego twarz nadal nie zmieniła wyrazu, całkowita powaga, zero uśmiechu.
- tak.. jak większość dziewczyn, tak sądzę. – odpowiedziałam, z lekką niepewnością w głosie.
Zayn odwrócił wzrok i lekko pokiwał głową. Po czym schował ręce do kieszeni spodni i bez słowa wyszedł z klasy. A ja.. hmm.. stałam jeszcze chwilę w miejscu, nie wiedząc co mam o nim myśleć.
Spakowałam wszystkie rzeczy i wyszłam z klasy, ruszyłam w kierunku swojej szafki. Nie zdążyłam do niej dojść, bo wpadła na mnie Rose.
- O BOŻE, boże, boże. Pain. Harry jest taki.. oh. O matko, nie mam słów. Brakuje mi słów. – paplała jak najęta, nie mogłam jej uspokoić.
- Czekaj, uspokój się. Powoli! – złapałam ją za ramiona z rozbawieniem.
- przepraszam. – mruknęła, a na jej policzki wkradł się delikatny rumieniec. Wpatrywałam się w nią przez chwilę.
- no co ty.. nie mów.. zakochałaś się?! – Zapytałam z ciekawością w głosie.
- cicho bądź, nie chcę żeby ktokolwiek się dowiedział! – Uciszyła mnie, a ja nadal nie mogłam przestać się uśmiechać.
- dobrze, wybacz. Już nie będę. – podniosłam ręce do góry, starając się zachować powagę.
- zaprosił mnie.. na randkę. – szepnęła cicho, czekając na moją reakcje.
- o naprawdę? To świetnie! Skoro ci się podoba, to powinnaś się cieszyć! – Odparowałam z niemałym zadowoleniem.
- tak cieszę się.. – mruknęła z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- co się dzieję Rose? Przed chwilą energia cię rozpierała, dlaczego ten entuzjazm cię opuścił? – bacznie się jej przyjrzałam, unikała mojego wzroku.
- po prostu jakoś tak.. boję się.. nie śmiej się ze mnie! – ostrzegła próbując być groźną.
- nie śmieję się, przecież to normalne.. możesz się stresować, przed randką i to na dodatek z takim ciastkiem jak Harry. – poruszyłam zabawnie brwiami na co Rose zachichotała.
Cała przerwa przeminęła nam na rozmowie na temat ‘ Harrego Stylesa ‘ i tych jego nieziemskim dołeczkach, to jaki wydaję się miły, wspaniały. Już pod koniec przerwy w głębi cieszyłam się, że to koniec tej rozmowy.. dłużej bym nie wytrzymała.
Następne lekcje ciągnęły się bardzo długo, nie mogłam wysiedzieć na miejscu, ciągle myślałam nad tym pytaniem, które zadał mi Malik. ‘ Lubisz romantyków, Pain? ‘ tak właściwie, co go to w ogóle obchodziło? Przecież wcale go nie znam.. Stwierdzam, że to było bardzo dziwne.
Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos, bardzo irytujący głos Pana Smitha.
- Carter, zrób miejsce dla Pana Malika. – odezwał się tym swoim frajerskim głosem, wpatrując się we mnie surowo. Spojrzałam na niego po czym bez słowa posunęłam się na koniec swojej ławki, tym samym robiąc miejsce dla mojego ‘nowego kolegi ‘ z ławki. Nie to żebym miała coś przeciwko, jednak Zayn był.. eh.. w sumie skąd miałam wiedzieć jaki on był? Nawet z nim nie gadałam, tylko wymieniliśmy się imionami. Westchnęłam. Po dobrej chwili wpatrywania się w okno, poczułam, że ktoś zajął miejsce tuż obok mnie. Powoli przeniosłam wzrok na swojego ‘koleżkę’, który uśmiechał się pod nosem. Miał taką tajemniczą aurę, w ogóle był taki.. ohh. Matko, o czym ja gadam? Moja podświadomość mocno palnęła się w głowę za moją głupotę. Nawet go nie znasz kretynko.
Przez całą lekcję, nie odezwaliśmy się do siebie ani jednym słowem. Kiedy lekcja dobiegła końca, chciałam wyjść z tej Sali jak najszybciej, więc podniosłam się z miejsca z zamiarem spakowania swoich rzeczy do torby. Eh, z moją niezdarnością, oczywiście musiałam wypuścić z rąk jedną z książek, co nie uciekło uwadze Zayna. Powoli schylił się po książkę po chwili się prostując. Cholera, cholera,cholera.. Dlaczego akurat ta książka musiała upaść?
- Romeo i Julia? Wielka fanka, Szekspira.. lubisz smutne zakończenia?– zaśmiał się, patrząc na tą durną okładkę, po chwili jego wyraz twarzy się zmienił, spoważniał a jego czekoladowe tęczówki, wpatrywały się w moje.
Pokiwałam głową na tak, nie mając pojęcia co mam powiedzieć. Wyciągnął w moją stronę książkę. Chwyciłam ją delikatnie.
- Dzięki. – mruknęłam cicho, odwracając wzrok od tych cholernie hipnotyzujących oczu.
- Lubisz romantyków, Pain? – ni z tego ni z owego, Zayn zadał mi pytanie. Jego twarz nadal nie zmieniła wyrazu, całkowita powaga, zero uśmiechu.
- tak.. jak większość dziewczyn, tak sądzę. – odpowiedziałam, z lekką niepewnością w głosie.
Zayn odwrócił wzrok i lekko pokiwał głową. Po czym schował ręce do kieszeni spodni i bez słowa wyszedł z klasy. A ja.. hmm.. stałam jeszcze chwilę w miejscu, nie wiedząc co mam o nim myśleć.
Spakowałam wszystkie rzeczy i wyszłam z klasy, ruszyłam w kierunku swojej szafki. Nie zdążyłam do niej dojść, bo wpadła na mnie Rose.
- O BOŻE, boże, boże. Pain. Harry jest taki.. oh. O matko, nie mam słów. Brakuje mi słów. – paplała jak najęta, nie mogłam jej uspokoić.
- Czekaj, uspokój się. Powoli! – złapałam ją za ramiona z rozbawieniem.
- przepraszam. – mruknęła, a na jej policzki wkradł się delikatny rumieniec. Wpatrywałam się w nią przez chwilę.
- no co ty.. nie mów.. zakochałaś się?! – Zapytałam z ciekawością w głosie.
- cicho bądź, nie chcę żeby ktokolwiek się dowiedział! – Uciszyła mnie, a ja nadal nie mogłam przestać się uśmiechać.
- dobrze, wybacz. Już nie będę. – podniosłam ręce do góry, starając się zachować powagę.
- zaprosił mnie.. na randkę. – szepnęła cicho, czekając na moją reakcje.
- o naprawdę? To świetnie! Skoro ci się podoba, to powinnaś się cieszyć! – Odparowałam z niemałym zadowoleniem.
- tak cieszę się.. – mruknęła z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- co się dzieję Rose? Przed chwilą energia cię rozpierała, dlaczego ten entuzjazm cię opuścił? – bacznie się jej przyjrzałam, unikała mojego wzroku.
- po prostu jakoś tak.. boję się.. nie śmiej się ze mnie! – ostrzegła próbując być groźną.
- nie śmieję się, przecież to normalne.. możesz się stresować, przed randką i to na dodatek z takim ciastkiem jak Harry. – poruszyłam zabawnie brwiami na co Rose zachichotała.
Cała przerwa przeminęła nam na rozmowie na temat ‘ Harrego Stylesa ‘ i tych jego nieziemskim dołeczkach, to jaki wydaję się miły, wspaniały. Już pod koniec przerwy w głębi cieszyłam się, że to koniec tej rozmowy.. dłużej bym nie wytrzymała.
Następne lekcje ciągnęły się bardzo długo, nie mogłam wysiedzieć na miejscu, ciągle myślałam nad tym pytaniem, które zadał mi Malik. ‘ Lubisz romantyków, Pain? ‘ tak właściwie, co go to w ogóle obchodziło? Przecież wcale go nie znam.. Stwierdzam, że to było bardzo dziwne.
Po
bardzo nudnej lekcji historii z Panią Anderson, nastała przerwa na lunch.
Usiadłam na swoim miejscu w stołówce, czekajac na przyjaciółkę, która miała pojawić się lada chwila. Rozejrzałam się wokoło. Dostrzegłam Styles’a i Malika, siedzących w ciemnym kącie. Nikt nie próbował się do nich zbliżyć. Obydwaj mieli w sobie coś pociągającego ale i mrocznego.. złapałam wzrok Malika, który miał nieodgadniony wyraz twarzy, chciałam odwrócić wzrok ale nie byłam w stanie.. to było takie, dziwne. Jakiś huk.. coś.. momentalnie odwróciłam wzrok od jego tęczówek i zaczęłam poszukiwać miejsca skąd doszedł dźwięk. Moje źrenice momentalnie się rozszerzyły. Zobaczyłam moją przyjaciółkę, która stała jak sparaliżowana, powodem takiego zachowania była ta pusta idiotka, Samantha, która stała nad nią z złośliwym uśmieszkiem. Zwaliła jej tacę z jedzeniem. O nie, nie ma opcji. Nie będzie tak pomiatać Rose. W sekundzie podniosłam się z miejsca i ruszyłam w ich kierunku. Złapałam wzrok blondynki, była przerażona widząc w jakim jestem stanie, pokręciła głową próbując mnie jakoś zatrzymać. Nastała grobowa cisza na całej stołówce, wszyscy wpatrywali się w tą całą sytuację z niemałym zaciekawieniem, gdzieniegdzie ktoś coś mówił po cichu. Inni zaczęli się już podnosić, sądząc że dojdzie do jakiejś bójki.
Stanęłam przed pustą-lalunią ze wściekłym wyrazem twarzy.
- coś nie pasuję? Twoja koleżanka, jest taka niezdarna, że upuściła tacę..– zwróciła się do mnie, z fałszywym uśmiechem na twarzy.
- nie jestem ślepa, idiotko. – nie owijałam w bawełnę. Ta idiotka za bardzo działała mi na nerwy.
- słucham? Jak mnie nazwałaś? – głupi uśmieszek, zszedł z jej twarzy równie szybko jak się pojawił.
- idiotka, dobrze słyszałaś. – warknęłam, wpatrując się w jej oczy.
- pożałujesz tego.. ty.. – zmrużyła oczy z głosem przepełnionym złością.
- Pain, proszę cię.. daj sobie spokój, proszę cię. – szeptała moja przyjaciółka. Całkowicie zapomniałam o jej obecności, mimo że w całej tej sytuacji właśnie o nią chodziło.
Nie mogłam odpuścić, ta pustka lalka nie mogła wygrać tym razem. Zawsze wygrywała. Pokręciłam przecząco głową, na chwilę spoglądając na Rose, która powoli odsunęła się od Samanthy, i stanęła po moim lewym boku. Nie zdałam sobie sprawy kiedy na horyzoncie pojawił się Chris.
- co się dzieje, kochanie? – zwrócił się do swojej ‘dziewczyny’ z zatroskaną miną.
- Chris, ona.. – wskazała palcem na mnie. Idiotka. – zwaliła moją tacę na ziemię.
Chłopak spojrzał dziewczynie w oczy i przejechał dłonią po jej policzku.
- nie martw się, zaraz z nią porozmawiam. Na poważnie. – odpowiedział głosem pełnym czułości, po czy zwrócił się w moją stronę. Podszedł na tyle blisko, że niemal czułam jego oddech na swojej twarzy. Widziałam jak ta, franca uśmiecha się od ucha do ucha.
- i co teraz, powiesz. Mała? Chyba powinnaś ją przeprosić nie uważasz?– zadał mi pytanie, nie spuszczając wzroku z mojej twarzy. Już chciałam mu coś odpowiedzieć, już otwierałam buzię kiedy ktoś mi przerwał..
Ten ktoś zaśmiał się głośno i stanął tuż przede mną. Zayn.
- ona ma ją przepraszać? – wskazał głową na Samanthę – to niedorzeczne. Gdybyś zjawił się tu parę minut wcześniej, zobaczyłbyś, że to twoja dziewczyna zwaliła tacę, tej dziewczyny. - Wskazując na Rose, zaczął gadać tym swoim głosem.
- To tylko dziewczyna. Załatw to z kimś na swoim poziomie. Co ty na to, Foster? – Zayn powoli zacisnął dłonie w pięści, kiedy zobaczył minę Chrisa.
- Wal się, Malik. Nie wcinaj się w nie swoje sprawy. – warknął Foster, patrząc prosto na twarz Zayna.
- To chyba nie są i również twoje sprawy. Może mam ci pokazać, gdzie twoje miejsce? – odwarknął czarnowłosy, niemal czułam jak te jego czekoladowe tęczówki, nabierają czarnej barwy.
Chłopak próbował być nieugięty, ale coś mu nie szło. Po chwili odwrócił się w stronę swojej dziewczyny, mruknął jej coś na ucho i odeszli bez słowa.
Byłam cholernie, chociaż.. cholernie to mało powiedziane, Zajebiście zdziwiona, że ZAYN, właśnie ZAYN zareagował, na tą całą sytuację. Przecież poradziłabym sobie sama.
- wszystko w porządku? – Malik, powoli zwrócił się w naszą stronę, najpierw spoglądając na Rose a następnie przenosząc wzrok na mnie. Blondynka pokiwała głową delikatnie, szepcząc pod nosem słowa podziękowania.
- mhm, dzięki. Ale uważam, że poradziłabym sobie sama. – mruknęłam z małym niezadowoleniem w głosie.
- oh, doprawdy? Ja jednak, uważam, że sama nie dałabyś rady temu dupkowi. – odparował głosem pełnym złośliwości. Oho, najpierw nas ratuję, a potem staję się takim chamem.
- śmieszny jesteś. Nie wiem po co się wtrącałeś. – warknęłam, odwracając się od niego i ruszyłam do swojego stolika. Miałam gdzieś, to czy się tym przejął czy też nie. Widziałam, że moja przyjaciółka jeszcze chwilę stała w miejscu i rozmawiała z chłopakiem. Ja nie miałam zamiaru, podniosłam się z miejsca, wzięłam swoją torbę i ruszyłam do wyjścia.
Już zamierzałam wyjść ze
szkoły, kiedy zostałam pchnięta na szafki, moja torba upadła.. powoli podniosłam
wzrok, aby dostrzec sprawcę.. wspaniale – moja podświadomość uśmiechała się od
ucha do ucha, czując że coś ciekawego się za moment wydarzy.. Usiadłam na swoim miejscu w stołówce, czekajac na przyjaciółkę, która miała pojawić się lada chwila. Rozejrzałam się wokoło. Dostrzegłam Styles’a i Malika, siedzących w ciemnym kącie. Nikt nie próbował się do nich zbliżyć. Obydwaj mieli w sobie coś pociągającego ale i mrocznego.. złapałam wzrok Malika, który miał nieodgadniony wyraz twarzy, chciałam odwrócić wzrok ale nie byłam w stanie.. to było takie, dziwne. Jakiś huk.. coś.. momentalnie odwróciłam wzrok od jego tęczówek i zaczęłam poszukiwać miejsca skąd doszedł dźwięk. Moje źrenice momentalnie się rozszerzyły. Zobaczyłam moją przyjaciółkę, która stała jak sparaliżowana, powodem takiego zachowania była ta pusta idiotka, Samantha, która stała nad nią z złośliwym uśmieszkiem. Zwaliła jej tacę z jedzeniem. O nie, nie ma opcji. Nie będzie tak pomiatać Rose. W sekundzie podniosłam się z miejsca i ruszyłam w ich kierunku. Złapałam wzrok blondynki, była przerażona widząc w jakim jestem stanie, pokręciła głową próbując mnie jakoś zatrzymać. Nastała grobowa cisza na całej stołówce, wszyscy wpatrywali się w tą całą sytuację z niemałym zaciekawieniem, gdzieniegdzie ktoś coś mówił po cichu. Inni zaczęli się już podnosić, sądząc że dojdzie do jakiejś bójki.
Stanęłam przed pustą-lalunią ze wściekłym wyrazem twarzy.
- coś nie pasuję? Twoja koleżanka, jest taka niezdarna, że upuściła tacę..– zwróciła się do mnie, z fałszywym uśmiechem na twarzy.
- nie jestem ślepa, idiotko. – nie owijałam w bawełnę. Ta idiotka za bardzo działała mi na nerwy.
- słucham? Jak mnie nazwałaś? – głupi uśmieszek, zszedł z jej twarzy równie szybko jak się pojawił.
- idiotka, dobrze słyszałaś. – warknęłam, wpatrując się w jej oczy.
- pożałujesz tego.. ty.. – zmrużyła oczy z głosem przepełnionym złością.
- Pain, proszę cię.. daj sobie spokój, proszę cię. – szeptała moja przyjaciółka. Całkowicie zapomniałam o jej obecności, mimo że w całej tej sytuacji właśnie o nią chodziło.
Nie mogłam odpuścić, ta pustka lalka nie mogła wygrać tym razem. Zawsze wygrywała. Pokręciłam przecząco głową, na chwilę spoglądając na Rose, która powoli odsunęła się od Samanthy, i stanęła po moim lewym boku. Nie zdałam sobie sprawy kiedy na horyzoncie pojawił się Chris.
- co się dzieje, kochanie? – zwrócił się do swojej ‘dziewczyny’ z zatroskaną miną.
- Chris, ona.. – wskazała palcem na mnie. Idiotka. – zwaliła moją tacę na ziemię.
Chłopak spojrzał dziewczynie w oczy i przejechał dłonią po jej policzku.
- nie martw się, zaraz z nią porozmawiam. Na poważnie. – odpowiedział głosem pełnym czułości, po czy zwrócił się w moją stronę. Podszedł na tyle blisko, że niemal czułam jego oddech na swojej twarzy. Widziałam jak ta, franca uśmiecha się od ucha do ucha.
- i co teraz, powiesz. Mała? Chyba powinnaś ją przeprosić nie uważasz?– zadał mi pytanie, nie spuszczając wzroku z mojej twarzy. Już chciałam mu coś odpowiedzieć, już otwierałam buzię kiedy ktoś mi przerwał..
Ten ktoś zaśmiał się głośno i stanął tuż przede mną. Zayn.
- ona ma ją przepraszać? – wskazał głową na Samanthę – to niedorzeczne. Gdybyś zjawił się tu parę minut wcześniej, zobaczyłbyś, że to twoja dziewczyna zwaliła tacę, tej dziewczyny. - Wskazując na Rose, zaczął gadać tym swoim głosem.
- To tylko dziewczyna. Załatw to z kimś na swoim poziomie. Co ty na to, Foster? – Zayn powoli zacisnął dłonie w pięści, kiedy zobaczył minę Chrisa.
- Wal się, Malik. Nie wcinaj się w nie swoje sprawy. – warknął Foster, patrząc prosto na twarz Zayna.
- To chyba nie są i również twoje sprawy. Może mam ci pokazać, gdzie twoje miejsce? – odwarknął czarnowłosy, niemal czułam jak te jego czekoladowe tęczówki, nabierają czarnej barwy.
Chłopak próbował być nieugięty, ale coś mu nie szło. Po chwili odwrócił się w stronę swojej dziewczyny, mruknął jej coś na ucho i odeszli bez słowa.
Byłam cholernie, chociaż.. cholernie to mało powiedziane, Zajebiście zdziwiona, że ZAYN, właśnie ZAYN zareagował, na tą całą sytuację. Przecież poradziłabym sobie sama.
- wszystko w porządku? – Malik, powoli zwrócił się w naszą stronę, najpierw spoglądając na Rose a następnie przenosząc wzrok na mnie. Blondynka pokiwała głową delikatnie, szepcząc pod nosem słowa podziękowania.
- mhm, dzięki. Ale uważam, że poradziłabym sobie sama. – mruknęłam z małym niezadowoleniem w głosie.
- oh, doprawdy? Ja jednak, uważam, że sama nie dałabyś rady temu dupkowi. – odparował głosem pełnym złośliwości. Oho, najpierw nas ratuję, a potem staję się takim chamem.
- śmieszny jesteś. Nie wiem po co się wtrącałeś. – warknęłam, odwracając się od niego i ruszyłam do swojego stolika. Miałam gdzieś, to czy się tym przejął czy też nie. Widziałam, że moja przyjaciółka jeszcze chwilę stała w miejscu i rozmawiała z chłopakiem. Ja nie miałam zamiaru, podniosłam się z miejsca, wzięłam swoją torbę i ruszyłam do wyjścia.
czwartek, 13 czerwca 2013
Rozdział 2.
Skrzywiłam się, kiedy ktoś odsłonił żaluzję, i słońce
zaczęło dawać mi po oczach.
- zasłoń to, błagam. – Jęknęłam z niezadowoleniem, chciałam zasłonić się poduszką ale nie zdążyłam, bo ktoś mi ją zabrał.
- Serio? Naprawdę? – warknęłam. Powoli podnosząc się na łokciach, i próbując dostrzec sprawcę.
- PAIN, nie mamy czasu. Wstawaj, szkoła wzywa. Musisz iść się ogarnąć. – Moja przyjaciółka stała koło łóżka i już marudziła, od rana. Westchnęłam i powoli podniosłam się do pozycji siedzącej.
- cholera, zaraz mi chyba głowa wybuchnie. – Złapałam się za głowę, która niemiłosiernie pulsowała.
- Masz nauczkę, następnym razem nie upijesz się tak. – mruknęła blondynka, cały czas się we mnie wpatrując.
- Przepraszam, Rose.. ja naprawdę.. nie chciałam. – Szepnęłam cicho, na co dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Ale pamiętaj, że następnym razem kiedy zobaczę cię w takim stanie, nie będę już taka miła. – Pogroziła mi palcem przed nosem, na co zachciało mi się śmiać. Uniosłam ręce w poddańczym geście.
- tak jest Szefie, będę grzeczna. – Uśmiechnęłam się do niej promiennie, po czym bardzo powoli podniosłam się z łóżka.
- musisz iść się ogarnąć. – Stwierdziła moja przyjaciółka, ilustrując mnie wzrokiem od góry do dołu.
- tak, wiem, wiem. Wyglądam jak straszydło.. – zaśmiałam się cicho i ruszyłam w stronę jej łazienki.
Spojrzałam w lustro. Cholera, żeby tylko jak straszydło. Moje kasztanowe włosy, były rozstrzepane, oczy podkrążone a twarz blada jak ściana. Wyglądałam jak trup. Wzięłam głęboki wdech, i odkręciłam wodę z kranu. Opłukałam swoją twarz , co i tak mało dało. Pokręciłam głową z niezadowoleniem i ubrałam na siebie wczorajsze rzeczy, które tu zostawiłam. Wyszłam z łazienki, poszukując wzrokiem blondynki.
- ee, Rose. Gdzie jesteś? – zapytałam, rozglądając się po jej pokoju.
- Na dole! – odkrzyknęła.
Ruszyłam w kierunku schodów i zeszłam na dół.
- Posłuchaj ja, pójdę do domu, ogarnę się.. i zobaczymy się w szkole, dobra? – Spojrzałam na dziewczynę.
-okej, jasna sprawa. – odpowiedziała z uśmiechem.
- jeszcze raz dziękuję ci kochana za to, że jak zwykle przyjęłaś mnie z otwartymi ramionami. – Uścisnęłam ją z uśmiechem na twarzy. Co jak co, ale na Rose zawsze można liczyć.
- przecież wiesz, że nie zostawiłabym cię na lodzie. – powiedziała, ściskając mnie mocno.
Odpowiedziałam kiwnięciem głowy i wyszłam z jej domu. Oho, już czuję co mnie czeka. Westchnęłam, wiedząc że zapewne będę miała jakiś idiotyczny szlaban bo przecież, moich rodziców stać tylko na to.
Stanęłam przed domem. Samochód ojca, jeszcze stał na podjeździe. Powoli podeszłam do drzwi i chwyciłam klamkę, otworzyłam drzwi z niechęcią. Przeszłam przez przedpokój, słyszałam rozmowę dochodzącą z kuchni, co oznaczało że już nie spali. Może uda mi się przejść niezauważoną – pomyślałam, z nadzieją. Niestety jak zwykle się przeliczyłam.
- Moja droga Pain, gdzie byłaś? – Usłyszałam surowy głos mojego ojca, który dochodził zza moich pleców. Powoli się obróciłam. Mój ojciec stał z założonymi rękoma na klatce piersiowej, jego mina nie wróżyła nic dobrego.
- Spałam u Rose. – mruknęłam, wzruszając ramionami. Nie chciałam wdawać się z nim w dyskusję.
- u Rose, tak? Mogłaś coś powiedzieć, albo choćby napisać sms’a. Denerwowaliśmy się z matką.– Stwierdził z lekkim oburzeniem w głosie.
- Aha, jasne. Już to widzę. Wiesz.. ostatnio, jakoś nie bardzo się mną przejmowaliście.. – warknęłam z rozdrażnieniem. Szlag mnie trafiał, próbował zgrywać idealnego ojczulka, żałosne.
Mój ojciec chciał coś powiedzieć, już odtworzył buzię lecz ja mu przerwałam.
- wiesz co? Nic nie mów, nie chcę mi się słuchać tych twoich żałosnych wymówek. – pokręciłam głową jeszcze raz na niego spoglądając, po czym odwróciłam się na pięcie, i pobiegłam na górę. Wpadłam do swojego pokoju. Porządek, nono. Jakoś nie pamiętam, żeby tu był taki porządek.
Mój pokój miał białe ściany, jedną z nich zajmowała fototapeta przedstawiająca miasto nocą, prawdopodobnie Los Angeles, w każdym razie, jedno z dużych miast. Na środku stało wielkie dwuosobowe i bardzo wygodne łóżko z białą pościelą i wieloma poduszkami. Wielkie okno zajmowało również, jedną ze ścian. Uwielbiałam przez nie wyglądać, było takie ogromne. No i zwyczajna komoda, która stała przy ścianie naprzeciwko łóżka. Nie wspomniałam, że mam jeszcze własną garderobę.. Powoli przeszłam przez pokój i weszłam do swojej garderoby. Była dosyć spora, dużo ubrań, butów i takie tam. W większości nie chodziłam, no ale..
Wyciągnęłam czarne rurki z szuflady, bieliznę na zmianę, biały podkoszulek i biało-niebieską bejsbolówkę. Ruszyłam do łazienki. Oh, prysznic, jak ja lubię prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę, ściągnęłam wczorajsze ubrania, i weszłam pod prysznic. Po dobrych pięciu minutach, byłam już jak nowo narodzona, oprócz tego że bolała mnie głowa. Wyszłam z pod prysznica. Wytarłam się dokładnie i osuszyłam swoje kasztanowe włosy, fale sięgały mi do ramion. Chciałabym mieć proste włosy – mruknęłam do swojego odbicia w lustrze, po czym zaczęłam się ubierać. Nałożyłam delikatny makijaż i już byłam zwarta i gotowa. Wybiegłam z łazienki, usiadłam na łóżku i ubrałam swoje czarne conversy przy okazji spojrzałam na zegarek, 8:06 no tak ŚWIETNIE. Wzięłam swoją torbę i w mgnieniu oka zbiegłam na dół, po drodze łapiąc jabłko. Wyszłam z domu i momentalnie się zatrzymałam. Brak podwózki, no zajebiście.
Gorzej być nie mogło. Ruszyłam biegiem w kierunku szkoły, niby nie było tak daleko..
Kiedy znalazłam się pod szkołą nie mogłam złapać oddechu, stanęłam w miejscu, próbując się nie udusić. Z pewnością byłam cała czerwona, oh co za pech. Weszłam do szkoły i podeszłam do swojej szafki, wyciągnęłam potrzebne książki. Pierwsza lekcja j.Angielski. Odnalazłam salę, szybko zapukałam i weszłam do środka.
- przepraszam za spóźnienie – mruknęłam pośpiesznie i zajęłam miejsce koło Rose, która wpatrywała się we mnie pytająco.
Nauczyciel tylko pokiwał głową i wrócił do prowadzenia lekcji. Cała lekcja dłużyła mi się niezmiernie, niby mieli dołączyć do nas jacyś nowi uczniowie, jednak nie widziałam, żadnej nowej twarzy w klasie. Postanowiłam zapytać przyjaciółkę.
- i gdzie ci nowi? – zapytałam szeptem, żeby nauczyciel nie usłyszał.
- słyszałam, że to DWA niesamowite ciacha. – Odpowiedziała z niemałym uśmiechem na twarzy.
- no co ty? To gdzie oni są? – znowu rozejrzałam się po klasie, w poszukiwaniu kogoś interesującego.
- podobno mają do nas przyjść na trzeciej lekcji. – odpowiedziała z ekscytacją w głosie.
Uśmiechnęłam się do niej mimowolnie i pokiwałam głową ze zrozumieniem. Dwa ciacha.. hmmm, to może być bardzo interesujące.
Po drugiej lekcji, razem z Rose siedziałyśmy na ławce szkolnej , dyskutując o nowych chłopakach którzy mają się u nas pojawić. Dziwne, może przepisali się dopiero do naszej szkoły. Podobno jakiś Zayn i Harry. Z niecierpliwością wyczekiwałyśmy trzeciej lekcji. Kiedy nastał dzwonek, Pan Smith, pojawił się przy klasie i wpuścił wszystkich do środka. Zajęłam jak zwykle swoje miejsce na końcu klasy. Akurat na tym przedmiocie nie siedziałam z Rose, ona była ulubienicą pana Smitha, za to ja.. no cóż, nie przepadaliśmy za sobą. Przez całą tą ekscytacje tymi nowymi, moja głowa przestała boleć, jednak dalej czułam się źle. Oparłam głowę o swoją ławkę i zamknęłam na chwilę oczy. Usłyszałam jak drzwi od klasy się otwierają.
- Malik, Styles. W końcu. – Odezwał się nauczyciel, a w klasie nastała cisza. Byłam ciekawa co było tego powodem. Powoli podniosłam wzrok i oniemiałam. Faktycznie byli przystojni, i to cholernie przystojni. Chłopak po prawej, miał burzę kręconych brązowych włosów i niesamowicie piękny uśmiech, miał na sobie czarną opiętą na jego klatce bluzkę, która eksponowała wszystkie jego mięśnie. Czarne spodnie i białe conversy. Wyglądał fantastycznie. Natomiast chłopak po lewej był jeszcze przystojniejszy. Czarne idealnie ułożone włosy, delikatny z pewnością jednodniowy zarost i piekielnie seksowny uśmiech. Miał na sobie czarne spodnie, czarną skórę a pod spodem biały podkoszulek. Cholera jasna, byli nieziemscy i chyba nie tylko ja to dostrzegłam. Wszystkie dziewczyny, były zaczarowane. Widziałam nawet jak Samantha, najgorsza lalunia w klasie, nie mogła odwrócić wzroku od chłopaków. Chris nie wydawał się tym faktem wielce zadowolony, chyba nawet zacisnął dłonie w pięści. Nie potrafiłam się powstrzymać i zaśmiałam się cicho, całkowicie zapominając jaka cisza panuję w klasie. Wszystkie pary oczu zwróciły się ku mnie, nawet tych nowych chłopaków. Puściłam buraka i spuściłam głowę.
- Panno Carter, chciałaby się Pani czymś z nami podzielić? – Zadał mi pytanie, Pan Smith. Pokręciłam przecząco głową, wiedziałam że ten frajer nie odpuści mi tak łatwo.
- Na środek Carter. Może tak przywitasz nowych kolegów w klasie? Hmm? – Zapytał, wcale nie ukrywając swojej radości, widząc w jakim jestem stanie. Nie miałam wyboru i podniosłam się z miejsca, powoli ruszyłam na środek, czując na sobie wzrok całej klasy. W duchu pokręciłam głową z niedowierzaniem, ale się wpakowałaś dziewczyno.
- może tak przedstawisz się kolegom? – byłam wściekła na tego frajera, Smitha. Zawsze musiał mnie udupić. Niechętnie przeniosłam wzrok na tego chłopaka w czarnych włosach, wydawał się być wielce rozbawiony.
- Pain. – mruknęłam cicho i odwróciłam wzrok.
- Zayn.- odpowiedział z uśmieszkiem.
- A ja Harry, miło poznać. – Mruknął, ten z burzą loków na głowie. Po tych słowach stwierdziłam, że wydaje się całkiem fajny. Uśmiechnął się do mnie, ukazując swoje nieziemskie dołeczki w policzkach. UMARŁAM.
- zasłoń to, błagam. – Jęknęłam z niezadowoleniem, chciałam zasłonić się poduszką ale nie zdążyłam, bo ktoś mi ją zabrał.
- Serio? Naprawdę? – warknęłam. Powoli podnosząc się na łokciach, i próbując dostrzec sprawcę.
- PAIN, nie mamy czasu. Wstawaj, szkoła wzywa. Musisz iść się ogarnąć. – Moja przyjaciółka stała koło łóżka i już marudziła, od rana. Westchnęłam i powoli podniosłam się do pozycji siedzącej.
- cholera, zaraz mi chyba głowa wybuchnie. – Złapałam się za głowę, która niemiłosiernie pulsowała.
- Masz nauczkę, następnym razem nie upijesz się tak. – mruknęła blondynka, cały czas się we mnie wpatrując.
- Przepraszam, Rose.. ja naprawdę.. nie chciałam. – Szepnęłam cicho, na co dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Ale pamiętaj, że następnym razem kiedy zobaczę cię w takim stanie, nie będę już taka miła. – Pogroziła mi palcem przed nosem, na co zachciało mi się śmiać. Uniosłam ręce w poddańczym geście.
- tak jest Szefie, będę grzeczna. – Uśmiechnęłam się do niej promiennie, po czym bardzo powoli podniosłam się z łóżka.
- musisz iść się ogarnąć. – Stwierdziła moja przyjaciółka, ilustrując mnie wzrokiem od góry do dołu.
- tak, wiem, wiem. Wyglądam jak straszydło.. – zaśmiałam się cicho i ruszyłam w stronę jej łazienki.
Spojrzałam w lustro. Cholera, żeby tylko jak straszydło. Moje kasztanowe włosy, były rozstrzepane, oczy podkrążone a twarz blada jak ściana. Wyglądałam jak trup. Wzięłam głęboki wdech, i odkręciłam wodę z kranu. Opłukałam swoją twarz , co i tak mało dało. Pokręciłam głową z niezadowoleniem i ubrałam na siebie wczorajsze rzeczy, które tu zostawiłam. Wyszłam z łazienki, poszukując wzrokiem blondynki.
- ee, Rose. Gdzie jesteś? – zapytałam, rozglądając się po jej pokoju.
- Na dole! – odkrzyknęła.
Ruszyłam w kierunku schodów i zeszłam na dół.
- Posłuchaj ja, pójdę do domu, ogarnę się.. i zobaczymy się w szkole, dobra? – Spojrzałam na dziewczynę.
-okej, jasna sprawa. – odpowiedziała z uśmiechem.
- jeszcze raz dziękuję ci kochana za to, że jak zwykle przyjęłaś mnie z otwartymi ramionami. – Uścisnęłam ją z uśmiechem na twarzy. Co jak co, ale na Rose zawsze można liczyć.
- przecież wiesz, że nie zostawiłabym cię na lodzie. – powiedziała, ściskając mnie mocno.
Odpowiedziałam kiwnięciem głowy i wyszłam z jej domu. Oho, już czuję co mnie czeka. Westchnęłam, wiedząc że zapewne będę miała jakiś idiotyczny szlaban bo przecież, moich rodziców stać tylko na to.
Stanęłam przed domem. Samochód ojca, jeszcze stał na podjeździe. Powoli podeszłam do drzwi i chwyciłam klamkę, otworzyłam drzwi z niechęcią. Przeszłam przez przedpokój, słyszałam rozmowę dochodzącą z kuchni, co oznaczało że już nie spali. Może uda mi się przejść niezauważoną – pomyślałam, z nadzieją. Niestety jak zwykle się przeliczyłam.
- Moja droga Pain, gdzie byłaś? – Usłyszałam surowy głos mojego ojca, który dochodził zza moich pleców. Powoli się obróciłam. Mój ojciec stał z założonymi rękoma na klatce piersiowej, jego mina nie wróżyła nic dobrego.
- Spałam u Rose. – mruknęłam, wzruszając ramionami. Nie chciałam wdawać się z nim w dyskusję.
- u Rose, tak? Mogłaś coś powiedzieć, albo choćby napisać sms’a. Denerwowaliśmy się z matką.– Stwierdził z lekkim oburzeniem w głosie.
- Aha, jasne. Już to widzę. Wiesz.. ostatnio, jakoś nie bardzo się mną przejmowaliście.. – warknęłam z rozdrażnieniem. Szlag mnie trafiał, próbował zgrywać idealnego ojczulka, żałosne.
Mój ojciec chciał coś powiedzieć, już odtworzył buzię lecz ja mu przerwałam.
- wiesz co? Nic nie mów, nie chcę mi się słuchać tych twoich żałosnych wymówek. – pokręciłam głową jeszcze raz na niego spoglądając, po czym odwróciłam się na pięcie, i pobiegłam na górę. Wpadłam do swojego pokoju. Porządek, nono. Jakoś nie pamiętam, żeby tu był taki porządek.
Mój pokój miał białe ściany, jedną z nich zajmowała fototapeta przedstawiająca miasto nocą, prawdopodobnie Los Angeles, w każdym razie, jedno z dużych miast. Na środku stało wielkie dwuosobowe i bardzo wygodne łóżko z białą pościelą i wieloma poduszkami. Wielkie okno zajmowało również, jedną ze ścian. Uwielbiałam przez nie wyglądać, było takie ogromne. No i zwyczajna komoda, która stała przy ścianie naprzeciwko łóżka. Nie wspomniałam, że mam jeszcze własną garderobę.. Powoli przeszłam przez pokój i weszłam do swojej garderoby. Była dosyć spora, dużo ubrań, butów i takie tam. W większości nie chodziłam, no ale..
Wyciągnęłam czarne rurki z szuflady, bieliznę na zmianę, biały podkoszulek i biało-niebieską bejsbolówkę. Ruszyłam do łazienki. Oh, prysznic, jak ja lubię prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę, ściągnęłam wczorajsze ubrania, i weszłam pod prysznic. Po dobrych pięciu minutach, byłam już jak nowo narodzona, oprócz tego że bolała mnie głowa. Wyszłam z pod prysznica. Wytarłam się dokładnie i osuszyłam swoje kasztanowe włosy, fale sięgały mi do ramion. Chciałabym mieć proste włosy – mruknęłam do swojego odbicia w lustrze, po czym zaczęłam się ubierać. Nałożyłam delikatny makijaż i już byłam zwarta i gotowa. Wybiegłam z łazienki, usiadłam na łóżku i ubrałam swoje czarne conversy przy okazji spojrzałam na zegarek, 8:06 no tak ŚWIETNIE. Wzięłam swoją torbę i w mgnieniu oka zbiegłam na dół, po drodze łapiąc jabłko. Wyszłam z domu i momentalnie się zatrzymałam. Brak podwózki, no zajebiście.
Gorzej być nie mogło. Ruszyłam biegiem w kierunku szkoły, niby nie było tak daleko..
Kiedy znalazłam się pod szkołą nie mogłam złapać oddechu, stanęłam w miejscu, próbując się nie udusić. Z pewnością byłam cała czerwona, oh co za pech. Weszłam do szkoły i podeszłam do swojej szafki, wyciągnęłam potrzebne książki. Pierwsza lekcja j.Angielski. Odnalazłam salę, szybko zapukałam i weszłam do środka.
- przepraszam za spóźnienie – mruknęłam pośpiesznie i zajęłam miejsce koło Rose, która wpatrywała się we mnie pytająco.
Nauczyciel tylko pokiwał głową i wrócił do prowadzenia lekcji. Cała lekcja dłużyła mi się niezmiernie, niby mieli dołączyć do nas jacyś nowi uczniowie, jednak nie widziałam, żadnej nowej twarzy w klasie. Postanowiłam zapytać przyjaciółkę.
- i gdzie ci nowi? – zapytałam szeptem, żeby nauczyciel nie usłyszał.
- słyszałam, że to DWA niesamowite ciacha. – Odpowiedziała z niemałym uśmiechem na twarzy.
- no co ty? To gdzie oni są? – znowu rozejrzałam się po klasie, w poszukiwaniu kogoś interesującego.
- podobno mają do nas przyjść na trzeciej lekcji. – odpowiedziała z ekscytacją w głosie.
Uśmiechnęłam się do niej mimowolnie i pokiwałam głową ze zrozumieniem. Dwa ciacha.. hmmm, to może być bardzo interesujące.
Po drugiej lekcji, razem z Rose siedziałyśmy na ławce szkolnej , dyskutując o nowych chłopakach którzy mają się u nas pojawić. Dziwne, może przepisali się dopiero do naszej szkoły. Podobno jakiś Zayn i Harry. Z niecierpliwością wyczekiwałyśmy trzeciej lekcji. Kiedy nastał dzwonek, Pan Smith, pojawił się przy klasie i wpuścił wszystkich do środka. Zajęłam jak zwykle swoje miejsce na końcu klasy. Akurat na tym przedmiocie nie siedziałam z Rose, ona była ulubienicą pana Smitha, za to ja.. no cóż, nie przepadaliśmy za sobą. Przez całą tą ekscytacje tymi nowymi, moja głowa przestała boleć, jednak dalej czułam się źle. Oparłam głowę o swoją ławkę i zamknęłam na chwilę oczy. Usłyszałam jak drzwi od klasy się otwierają.
- Malik, Styles. W końcu. – Odezwał się nauczyciel, a w klasie nastała cisza. Byłam ciekawa co było tego powodem. Powoli podniosłam wzrok i oniemiałam. Faktycznie byli przystojni, i to cholernie przystojni. Chłopak po prawej, miał burzę kręconych brązowych włosów i niesamowicie piękny uśmiech, miał na sobie czarną opiętą na jego klatce bluzkę, która eksponowała wszystkie jego mięśnie. Czarne spodnie i białe conversy. Wyglądał fantastycznie. Natomiast chłopak po lewej był jeszcze przystojniejszy. Czarne idealnie ułożone włosy, delikatny z pewnością jednodniowy zarost i piekielnie seksowny uśmiech. Miał na sobie czarne spodnie, czarną skórę a pod spodem biały podkoszulek. Cholera jasna, byli nieziemscy i chyba nie tylko ja to dostrzegłam. Wszystkie dziewczyny, były zaczarowane. Widziałam nawet jak Samantha, najgorsza lalunia w klasie, nie mogła odwrócić wzroku od chłopaków. Chris nie wydawał się tym faktem wielce zadowolony, chyba nawet zacisnął dłonie w pięści. Nie potrafiłam się powstrzymać i zaśmiałam się cicho, całkowicie zapominając jaka cisza panuję w klasie. Wszystkie pary oczu zwróciły się ku mnie, nawet tych nowych chłopaków. Puściłam buraka i spuściłam głowę.
- Panno Carter, chciałaby się Pani czymś z nami podzielić? – Zadał mi pytanie, Pan Smith. Pokręciłam przecząco głową, wiedziałam że ten frajer nie odpuści mi tak łatwo.
- Na środek Carter. Może tak przywitasz nowych kolegów w klasie? Hmm? – Zapytał, wcale nie ukrywając swojej radości, widząc w jakim jestem stanie. Nie miałam wyboru i podniosłam się z miejsca, powoli ruszyłam na środek, czując na sobie wzrok całej klasy. W duchu pokręciłam głową z niedowierzaniem, ale się wpakowałaś dziewczyno.
- może tak przedstawisz się kolegom? – byłam wściekła na tego frajera, Smitha. Zawsze musiał mnie udupić. Niechętnie przeniosłam wzrok na tego chłopaka w czarnych włosach, wydawał się być wielce rozbawiony.
- Pain. – mruknęłam cicho i odwróciłam wzrok.
- Zayn.- odpowiedział z uśmieszkiem.
- A ja Harry, miło poznać. – Mruknął, ten z burzą loków na głowie. Po tych słowach stwierdziłam, że wydaje się całkiem fajny. Uśmiechnął się do mnie, ukazując swoje nieziemskie dołeczki w policzkach. UMARŁAM.
środa, 12 czerwca 2013
Rozdział 1.
Siedziałam na pomoście, pijąc kolejną butelkę jakiegoś
taniego wina. Powoli podniosłam butelkę wina, a na mojej twarzy pojawił się delikatny
uśmiech. Szczerzyłam się jak głupi do sera. Pokręciłam głową z niedowierzaniem,
mój dobry humor momentalnie mnie opuścił. Odstawiłam butelkę i zaczęłam
wpatrywać się w pustkę. Odleciałam myślami, jak zwykle gdzie indziej..
Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie trudne? Zadałam sobie pytanie, na które i tak nie znałam odpowiedzi. Myślisz pesymistycznie, wszystko układa się źle. Starasz się myśleć optymistycznie, wszystko układa się dobrze – dokładnie tak powtarzała mi ciotka. Zaśmiałam się ponuro. Jasne, żeby to było takie proste.
Niby wszystko zależy od nas, od tego jak myślimy. Naprawdę? Wszystko ma zależeć od naszych myśli?
To naprawdę bardzo zabawne. Ponownie podniosłam butelkę i pociągnęłam spory łyk alkoholu. Znowu uciekłam z domu, nie potrafię tam wysiedzieć. Dlatego, że moi rodzicie, wiecznie się kłócą.. nie mam rodzeństwa, jestem sama. Samemu jest dużo trudniej znosić to wszystko.
Podniosłam wzrok na wodę, wpatrywałam się w swoje odbicie.
- 16 letnia dziewucha, upija się na pomostku. Świetnie. – mruknęłam z sarkazmem w głosie i odstawiłam prawie już pustą butelkę. Tak bardzo pragnęłam być kimś innym, nie chciałam być sobą..
Podciągnęłam nogi pod brodę i wpatrywałam się w czarne niebo, tamtej nocy nie było żadnych gwiazd. Jedynie jasny księżyc oświetlał małe jeziorko. Było dobrze po północy, wzięłam głęboki wdech, uświadamiając sobie, że jest niedziela. Cholerna niedziela, jutro znowu czeka mnie ta idiotyczna i beznadziejna szkoła. Oparłam głowę o kolana, i zaczęłam słuchać dźwięków naokoło mnie. Kiedyś muszę stąd iść – stwierdziłam niechętnie w myślach. Na mojej twarzy pojawił się grymas.
Powoli podniosłam się z miejsca, czując że nie jestem całkowicie trzeźwa. W końcu dwie butelki wina, robią swoje. Zakręciło mi się w głowie.
- oho, koleżanko. Chyba się zagalopowałaś z tym winem – mruknęłam sama do siebie. Tak, no cóż.. kto normalny gada sam do siebie?
Zostawiłam prawie pustą butelkę po winie, i udałam się w kierunku domu. Byłam pewna, że rodzicie nawet nie zdali sobie sprawy, że nie ma mnie w domu. Prychnęłam. Wspaniali rodzice.
Nie miałam daleko do domu, mimo że Londyn był duży, ja mieszkałam w dość przytulniej dzielnicy, na dodatek w pobliżu było jezioro i mój pomostek, na którym dzisiaj siedziałam.
Wystarczyło przejść przez park, aby się tam znaleźć. Oh, Rose gdybyś tylko zobaczyła mnie w tym stanie.. Zaśmiałam się na myśl, o mojej ukochanej przyjaciółce, która z pewnością sprałaby mnie na kwaśne jabłko. Ta wspaniała dziewczyna nigdy nie należała do tych ‘niegrzecznych’ dziewczyn. Ona jest naprawdę bardzo grzeczną dziewczynką, kulturalną i wszystko takie, a nie inne. A ja? Ja jestem jej całkowitym przeciwieństwem, niegrzeczna, przeklinam, potrafię nawet doprowadzić do bójki, upić się. Ciągle się dziwię, że ta dziewczyna ciągle się ze mną zadaję, że W OGÓLE się ze mną zadaję. Ale jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają, prawda?
Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie trudne? Zadałam sobie pytanie, na które i tak nie znałam odpowiedzi. Myślisz pesymistycznie, wszystko układa się źle. Starasz się myśleć optymistycznie, wszystko układa się dobrze – dokładnie tak powtarzała mi ciotka. Zaśmiałam się ponuro. Jasne, żeby to było takie proste.
Niby wszystko zależy od nas, od tego jak myślimy. Naprawdę? Wszystko ma zależeć od naszych myśli?
To naprawdę bardzo zabawne. Ponownie podniosłam butelkę i pociągnęłam spory łyk alkoholu. Znowu uciekłam z domu, nie potrafię tam wysiedzieć. Dlatego, że moi rodzicie, wiecznie się kłócą.. nie mam rodzeństwa, jestem sama. Samemu jest dużo trudniej znosić to wszystko.
Podniosłam wzrok na wodę, wpatrywałam się w swoje odbicie.
- 16 letnia dziewucha, upija się na pomostku. Świetnie. – mruknęłam z sarkazmem w głosie i odstawiłam prawie już pustą butelkę. Tak bardzo pragnęłam być kimś innym, nie chciałam być sobą..
Podciągnęłam nogi pod brodę i wpatrywałam się w czarne niebo, tamtej nocy nie było żadnych gwiazd. Jedynie jasny księżyc oświetlał małe jeziorko. Było dobrze po północy, wzięłam głęboki wdech, uświadamiając sobie, że jest niedziela. Cholerna niedziela, jutro znowu czeka mnie ta idiotyczna i beznadziejna szkoła. Oparłam głowę o kolana, i zaczęłam słuchać dźwięków naokoło mnie. Kiedyś muszę stąd iść – stwierdziłam niechętnie w myślach. Na mojej twarzy pojawił się grymas.
Powoli podniosłam się z miejsca, czując że nie jestem całkowicie trzeźwa. W końcu dwie butelki wina, robią swoje. Zakręciło mi się w głowie.
- oho, koleżanko. Chyba się zagalopowałaś z tym winem – mruknęłam sama do siebie. Tak, no cóż.. kto normalny gada sam do siebie?
Zostawiłam prawie pustą butelkę po winie, i udałam się w kierunku domu. Byłam pewna, że rodzicie nawet nie zdali sobie sprawy, że nie ma mnie w domu. Prychnęłam. Wspaniali rodzice.
Nie miałam daleko do domu, mimo że Londyn był duży, ja mieszkałam w dość przytulniej dzielnicy, na dodatek w pobliżu było jezioro i mój pomostek, na którym dzisiaj siedziałam.
Wystarczyło przejść przez park, aby się tam znaleźć. Oh, Rose gdybyś tylko zobaczyła mnie w tym stanie.. Zaśmiałam się na myśl, o mojej ukochanej przyjaciółce, która z pewnością sprałaby mnie na kwaśne jabłko. Ta wspaniała dziewczyna nigdy nie należała do tych ‘niegrzecznych’ dziewczyn. Ona jest naprawdę bardzo grzeczną dziewczynką, kulturalną i wszystko takie, a nie inne. A ja? Ja jestem jej całkowitym przeciwieństwem, niegrzeczna, przeklinam, potrafię nawet doprowadzić do bójki, upić się. Ciągle się dziwię, że ta dziewczyna ciągle się ze mną zadaję, że W OGÓLE się ze mną zadaję. Ale jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają, prawda?
Doszłam do domu, spojrzałam w okna. Światła były już
zgaszone. Cholera, ciekawe jak teraz wejdę do domu? Puknęłam się w głowę,
zdając sobie sprawę jaka to jestem bezmyślna, przecież mogłam wziąć ze sobą
klucz. No, cóż głupota nie zna granic. Pokręciłam głową, i sięgnęłam ręką do
swojej kieszeni, wyciągnęłam telefon. Eh, masz szczęście, że chociaż telefon
wzięłaś ze sobą kretynko.
I znowu kto normalny, wyzywa sam siebie?
Napisałam sms’a do Rose. Błagam kochana, żebyś tylko nie spała. Modliłam się w duchu.
I znowu kto normalny, wyzywa sam siebie?
Napisałam sms’a do Rose. Błagam kochana, żebyś tylko nie spała. Modliłam się w duchu.
Do: Rose
Kochana ty moja, słońce ty moje, proszę cię
napisz mi, że jeszcze nie śpisz!
Rose mieszkała, tylko jeden domek dalej niż ja. Ruszyłam w
kierunku jej domku. Spojrzałam w jej okna. Chyba lampka się paliła. A więc jest
nadzieja! Poczułam wibrację, co oznaczało , że dostałam wiadomość.
OD : Rose
Pain, co żeś znowu nabroiła?
Skrzywiłam się lekko,
wiedząc że jest zła.
Do : Rose
Wybacz, kochana. Ja naprawdę nie
chciałam, musisz mi pomóc. Nie mam jak dostać Się do domu. Jestem pod twoim
oknem.
Chwilę potem, usłyszałam
jak okno się otwiera i moim oczom, ukazała się moja kochana Rose. Uśmiechnęłam się
do niej przepraszająco, jedynie machając lekko ręką. Blondynka pokręciła głową
z rezygnacją, widząc w jakim to jestem stanie.
- masz przechlapane, Pain. – Szepnęła z lekkim zdenerwowaniem
w głosie.
- wiem.. proszę cię, pogadamy o tym jutro, wpuść mnie, błagam. – Zaczęłam marudzić, nogi mi wysiadały, byłam totalnie zmęczona. Na dodatek jeszcze jutro szkoła. Mruknęłam coś niezrozumiałego.
Moja przyjaciółka pokiwała głową, i po dłuższej chwili była już na dole i kazała mi wejść do środka, zaprowadzając mnie do swojego pokoju, dała mi jakąś koszulkę. Miała dwuosobowe łóżko, wiec nie było większego problemu. Rzuciłam się na łóżko, całkowicie skonana. Zanim zasnęłam, podziękowałam jeszcze raz Rose.
Cholera, rano szkoła. Ktoś nowy ma dojść do naszej klasy, mam tylko nadzieję, że to nie jakieś nadęte lalunie.. Oh, NIE. CHYBA UMRĘ.
- wiem.. proszę cię, pogadamy o tym jutro, wpuść mnie, błagam. – Zaczęłam marudzić, nogi mi wysiadały, byłam totalnie zmęczona. Na dodatek jeszcze jutro szkoła. Mruknęłam coś niezrozumiałego.
Moja przyjaciółka pokiwała głową, i po dłuższej chwili była już na dole i kazała mi wejść do środka, zaprowadzając mnie do swojego pokoju, dała mi jakąś koszulkę. Miała dwuosobowe łóżko, wiec nie było większego problemu. Rzuciłam się na łóżko, całkowicie skonana. Zanim zasnęłam, podziękowałam jeszcze raz Rose.
Cholera, rano szkoła. Ktoś nowy ma dojść do naszej klasy, mam tylko nadzieję, że to nie jakieś nadęte lalunie.. Oh, NIE. CHYBA UMRĘ.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





