Siedziałam na pomoście, pijąc kolejną butelkę jakiegoś
taniego wina. Powoli podniosłam butelkę wina, a na mojej twarzy pojawił się delikatny
uśmiech. Szczerzyłam się jak głupi do sera. Pokręciłam głową z niedowierzaniem,
mój dobry humor momentalnie mnie opuścił. Odstawiłam butelkę i zaczęłam
wpatrywać się w pustkę. Odleciałam myślami, jak zwykle gdzie indziej..
Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie trudne? Zadałam sobie pytanie, na które i tak nie znałam odpowiedzi. Myślisz pesymistycznie, wszystko układa się źle. Starasz się myśleć optymistycznie, wszystko układa się dobrze – dokładnie tak powtarzała mi ciotka. Zaśmiałam się ponuro. Jasne, żeby to było takie proste.
Niby wszystko zależy od nas, od tego jak myślimy. Naprawdę? Wszystko ma zależeć od naszych myśli?
To naprawdę bardzo zabawne. Ponownie podniosłam butelkę i pociągnęłam spory łyk alkoholu. Znowu uciekłam z domu, nie potrafię tam wysiedzieć. Dlatego, że moi rodzicie, wiecznie się kłócą.. nie mam rodzeństwa, jestem sama. Samemu jest dużo trudniej znosić to wszystko.
Podniosłam wzrok na wodę, wpatrywałam się w swoje odbicie.
- 16 letnia dziewucha, upija się na pomostku. Świetnie. – mruknęłam z sarkazmem w głosie i odstawiłam prawie już pustą butelkę. Tak bardzo pragnęłam być kimś innym, nie chciałam być sobą..
Podciągnęłam nogi pod brodę i wpatrywałam się w czarne niebo, tamtej nocy nie było żadnych gwiazd. Jedynie jasny księżyc oświetlał małe jeziorko. Było dobrze po północy, wzięłam głęboki wdech, uświadamiając sobie, że jest niedziela. Cholerna niedziela, jutro znowu czeka mnie ta idiotyczna i beznadziejna szkoła. Oparłam głowę o kolana, i zaczęłam słuchać dźwięków naokoło mnie. Kiedyś muszę stąd iść – stwierdziłam niechętnie w myślach. Na mojej twarzy pojawił się grymas.
Powoli podniosłam się z miejsca, czując że nie jestem całkowicie trzeźwa. W końcu dwie butelki wina, robią swoje. Zakręciło mi się w głowie.
- oho, koleżanko. Chyba się zagalopowałaś z tym winem – mruknęłam sama do siebie. Tak, no cóż.. kto normalny gada sam do siebie?
Zostawiłam prawie pustą butelkę po winie, i udałam się w kierunku domu. Byłam pewna, że rodzicie nawet nie zdali sobie sprawy, że nie ma mnie w domu. Prychnęłam. Wspaniali rodzice.
Nie miałam daleko do domu, mimo że Londyn był duży, ja mieszkałam w dość przytulniej dzielnicy, na dodatek w pobliżu było jezioro i mój pomostek, na którym dzisiaj siedziałam.
Wystarczyło przejść przez park, aby się tam znaleźć. Oh, Rose gdybyś tylko zobaczyła mnie w tym stanie.. Zaśmiałam się na myśl, o mojej ukochanej przyjaciółce, która z pewnością sprałaby mnie na kwaśne jabłko. Ta wspaniała dziewczyna nigdy nie należała do tych ‘niegrzecznych’ dziewczyn. Ona jest naprawdę bardzo grzeczną dziewczynką, kulturalną i wszystko takie, a nie inne. A ja? Ja jestem jej całkowitym przeciwieństwem, niegrzeczna, przeklinam, potrafię nawet doprowadzić do bójki, upić się. Ciągle się dziwię, że ta dziewczyna ciągle się ze mną zadaję, że W OGÓLE się ze mną zadaję. Ale jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają, prawda?
Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie trudne? Zadałam sobie pytanie, na które i tak nie znałam odpowiedzi. Myślisz pesymistycznie, wszystko układa się źle. Starasz się myśleć optymistycznie, wszystko układa się dobrze – dokładnie tak powtarzała mi ciotka. Zaśmiałam się ponuro. Jasne, żeby to było takie proste.
Niby wszystko zależy od nas, od tego jak myślimy. Naprawdę? Wszystko ma zależeć od naszych myśli?
To naprawdę bardzo zabawne. Ponownie podniosłam butelkę i pociągnęłam spory łyk alkoholu. Znowu uciekłam z domu, nie potrafię tam wysiedzieć. Dlatego, że moi rodzicie, wiecznie się kłócą.. nie mam rodzeństwa, jestem sama. Samemu jest dużo trudniej znosić to wszystko.
Podniosłam wzrok na wodę, wpatrywałam się w swoje odbicie.
- 16 letnia dziewucha, upija się na pomostku. Świetnie. – mruknęłam z sarkazmem w głosie i odstawiłam prawie już pustą butelkę. Tak bardzo pragnęłam być kimś innym, nie chciałam być sobą..
Podciągnęłam nogi pod brodę i wpatrywałam się w czarne niebo, tamtej nocy nie było żadnych gwiazd. Jedynie jasny księżyc oświetlał małe jeziorko. Było dobrze po północy, wzięłam głęboki wdech, uświadamiając sobie, że jest niedziela. Cholerna niedziela, jutro znowu czeka mnie ta idiotyczna i beznadziejna szkoła. Oparłam głowę o kolana, i zaczęłam słuchać dźwięków naokoło mnie. Kiedyś muszę stąd iść – stwierdziłam niechętnie w myślach. Na mojej twarzy pojawił się grymas.
Powoli podniosłam się z miejsca, czując że nie jestem całkowicie trzeźwa. W końcu dwie butelki wina, robią swoje. Zakręciło mi się w głowie.
- oho, koleżanko. Chyba się zagalopowałaś z tym winem – mruknęłam sama do siebie. Tak, no cóż.. kto normalny gada sam do siebie?
Zostawiłam prawie pustą butelkę po winie, i udałam się w kierunku domu. Byłam pewna, że rodzicie nawet nie zdali sobie sprawy, że nie ma mnie w domu. Prychnęłam. Wspaniali rodzice.
Nie miałam daleko do domu, mimo że Londyn był duży, ja mieszkałam w dość przytulniej dzielnicy, na dodatek w pobliżu było jezioro i mój pomostek, na którym dzisiaj siedziałam.
Wystarczyło przejść przez park, aby się tam znaleźć. Oh, Rose gdybyś tylko zobaczyła mnie w tym stanie.. Zaśmiałam się na myśl, o mojej ukochanej przyjaciółce, która z pewnością sprałaby mnie na kwaśne jabłko. Ta wspaniała dziewczyna nigdy nie należała do tych ‘niegrzecznych’ dziewczyn. Ona jest naprawdę bardzo grzeczną dziewczynką, kulturalną i wszystko takie, a nie inne. A ja? Ja jestem jej całkowitym przeciwieństwem, niegrzeczna, przeklinam, potrafię nawet doprowadzić do bójki, upić się. Ciągle się dziwię, że ta dziewczyna ciągle się ze mną zadaję, że W OGÓLE się ze mną zadaję. Ale jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają, prawda?
Doszłam do domu, spojrzałam w okna. Światła były już
zgaszone. Cholera, ciekawe jak teraz wejdę do domu? Puknęłam się w głowę,
zdając sobie sprawę jaka to jestem bezmyślna, przecież mogłam wziąć ze sobą
klucz. No, cóż głupota nie zna granic. Pokręciłam głową, i sięgnęłam ręką do
swojej kieszeni, wyciągnęłam telefon. Eh, masz szczęście, że chociaż telefon
wzięłaś ze sobą kretynko.
I znowu kto normalny, wyzywa sam siebie?
Napisałam sms’a do Rose. Błagam kochana, żebyś tylko nie spała. Modliłam się w duchu.
I znowu kto normalny, wyzywa sam siebie?
Napisałam sms’a do Rose. Błagam kochana, żebyś tylko nie spała. Modliłam się w duchu.
Do: Rose
Kochana ty moja, słońce ty moje, proszę cię
napisz mi, że jeszcze nie śpisz!
Rose mieszkała, tylko jeden domek dalej niż ja. Ruszyłam w
kierunku jej domku. Spojrzałam w jej okna. Chyba lampka się paliła. A więc jest
nadzieja! Poczułam wibrację, co oznaczało , że dostałam wiadomość.
OD : Rose
Pain, co żeś znowu nabroiła?
Skrzywiłam się lekko,
wiedząc że jest zła.
Do : Rose
Wybacz, kochana. Ja naprawdę nie
chciałam, musisz mi pomóc. Nie mam jak dostać Się do domu. Jestem pod twoim
oknem.
Chwilę potem, usłyszałam
jak okno się otwiera i moim oczom, ukazała się moja kochana Rose. Uśmiechnęłam się
do niej przepraszająco, jedynie machając lekko ręką. Blondynka pokręciła głową
z rezygnacją, widząc w jakim to jestem stanie.
- masz przechlapane, Pain. – Szepnęła z lekkim zdenerwowaniem
w głosie.
- wiem.. proszę cię, pogadamy o tym jutro, wpuść mnie, błagam. – Zaczęłam marudzić, nogi mi wysiadały, byłam totalnie zmęczona. Na dodatek jeszcze jutro szkoła. Mruknęłam coś niezrozumiałego.
Moja przyjaciółka pokiwała głową, i po dłuższej chwili była już na dole i kazała mi wejść do środka, zaprowadzając mnie do swojego pokoju, dała mi jakąś koszulkę. Miała dwuosobowe łóżko, wiec nie było większego problemu. Rzuciłam się na łóżko, całkowicie skonana. Zanim zasnęłam, podziękowałam jeszcze raz Rose.
Cholera, rano szkoła. Ktoś nowy ma dojść do naszej klasy, mam tylko nadzieję, że to nie jakieś nadęte lalunie.. Oh, NIE. CHYBA UMRĘ.
- wiem.. proszę cię, pogadamy o tym jutro, wpuść mnie, błagam. – Zaczęłam marudzić, nogi mi wysiadały, byłam totalnie zmęczona. Na dodatek jeszcze jutro szkoła. Mruknęłam coś niezrozumiałego.
Moja przyjaciółka pokiwała głową, i po dłuższej chwili była już na dole i kazała mi wejść do środka, zaprowadzając mnie do swojego pokoju, dała mi jakąś koszulkę. Miała dwuosobowe łóżko, wiec nie było większego problemu. Rzuciłam się na łóżko, całkowicie skonana. Zanim zasnęłam, podziękowałam jeszcze raz Rose.
Cholera, rano szkoła. Ktoś nowy ma dojść do naszej klasy, mam tylko nadzieję, że to nie jakieś nadęte lalunie.. Oh, NIE. CHYBA UMRĘ.
Ślicznie kochana:* Oby tak dalej! Życzę Ci, abyś wyrosła na najlepszą pisarkę opowiadań na ziemi!!! I miała tylu fanów, ile jest na ziemi ziaren maku:* Jedną fankę już masz:D Kocham<3 i Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń