czwartek, 13 czerwca 2013

Rozdział 2.


Skrzywiłam się, kiedy ktoś odsłonił żaluzję, i słońce zaczęło dawać mi po oczach.
- zasłoń to, błagam. – Jęknęłam z niezadowoleniem, chciałam zasłonić się poduszką ale nie zdążyłam, bo ktoś mi ją zabrał.
- Serio? Naprawdę? – warknęłam. Powoli podnosząc się na łokciach, i próbując dostrzec sprawcę.
- PAIN, nie mamy czasu. Wstawaj, szkoła wzywa. Musisz iść się ogarnąć. – Moja przyjaciółka stała koło łóżka i już marudziła, od rana. Westchnęłam i powoli podniosłam się do pozycji siedzącej.
- cholera, zaraz mi chyba głowa wybuchnie. – Złapałam się za głowę, która niemiłosiernie pulsowała.
- Masz nauczkę, następnym razem nie upijesz się tak. – mruknęła blondynka, cały czas się we mnie wpatrując.
- Przepraszam, Rose.. ja naprawdę.. nie chciałam. – Szepnęłam cicho, na co dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Ale pamiętaj, że następnym razem kiedy zobaczę cię w takim stanie, nie będę już taka miła. – Pogroziła mi palcem przed nosem, na co zachciało mi się śmiać. Uniosłam ręce w poddańczym geście.
- tak jest Szefie, będę grzeczna. – Uśmiechnęłam się do niej promiennie, po czym bardzo powoli podniosłam się z łóżka.
- musisz iść się ogarnąć. – Stwierdziła moja przyjaciółka, ilustrując mnie wzrokiem od góry do dołu.
- tak, wiem, wiem. Wyglądam jak straszydło.. – zaśmiałam się cicho i ruszyłam w stronę jej łazienki.
Spojrzałam w lustro. Cholera, żeby tylko jak straszydło. Moje kasztanowe włosy, były rozstrzepane, oczy podkrążone a twarz blada jak ściana. Wyglądałam jak trup. Wzięłam głęboki wdech, i odkręciłam wodę z kranu. Opłukałam swoją twarz , co i tak mało dało. Pokręciłam głową z niezadowoleniem i ubrałam na siebie wczorajsze rzeczy, które tu zostawiłam. Wyszłam z łazienki, poszukując wzrokiem blondynki.
- ee, Rose. Gdzie jesteś? – zapytałam, rozglądając się po jej pokoju.
- Na dole! – odkrzyknęła.
Ruszyłam w kierunku schodów i zeszłam na dół.
- Posłuchaj ja, pójdę do domu, ogarnę się.. i zobaczymy się w szkole, dobra? – Spojrzałam na dziewczynę.
-okej, jasna sprawa. – odpowiedziała z uśmiechem.
- jeszcze raz dziękuję ci kochana za to, że jak zwykle przyjęłaś mnie z otwartymi ramionami. – Uścisnęłam ją z uśmiechem na twarzy. Co jak co, ale na Rose zawsze można liczyć.
- przecież wiesz, że nie zostawiłabym cię na lodzie. – powiedziała, ściskając mnie mocno.
Odpowiedziałam kiwnięciem głowy i wyszłam z jej domu. Oho, już czuję co mnie czeka. Westchnęłam, wiedząc że zapewne będę miała jakiś idiotyczny szlaban bo przecież, moich rodziców stać tylko na to.
Stanęłam przed domem. Samochód ojca, jeszcze stał na podjeździe. Powoli podeszłam do drzwi i chwyciłam klamkę, otworzyłam drzwi z niechęcią. Przeszłam przez przedpokój, słyszałam rozmowę dochodzącą z kuchni, co oznaczało że już nie spali. Może uda mi się przejść niezauważoną – pomyślałam, z nadzieją. Niestety jak zwykle się przeliczyłam.
- Moja droga Pain, gdzie byłaś? – Usłyszałam surowy głos mojego ojca, który dochodził zza moich pleców. Powoli się obróciłam. Mój ojciec stał z założonymi rękoma na klatce piersiowej, jego mina nie wróżyła nic dobrego.
- Spałam u Rose. – mruknęłam, wzruszając ramionami. Nie chciałam wdawać się z nim w dyskusję.
- u Rose, tak? Mogłaś coś powiedzieć, albo choćby napisać sms’a. Denerwowaliśmy się z matką.– Stwierdził z lekkim oburzeniem w głosie.
- Aha, jasne. Już to widzę. Wiesz.. ostatnio, jakoś nie bardzo się mną przejmowaliście.. – warknęłam z rozdrażnieniem. Szlag mnie trafiał, próbował zgrywać idealnego ojczulka, żałosne.
Mój ojciec chciał coś powiedzieć, już odtworzył buzię lecz ja mu przerwałam.
- wiesz co? Nic nie mów, nie chcę mi się słuchać tych twoich żałosnych wymówek. – pokręciłam głową jeszcze raz na niego spoglądając, po czym odwróciłam się na pięcie, i pobiegłam na górę. Wpadłam do swojego pokoju. Porządek, nono. Jakoś nie pamiętam, żeby tu był taki porządek.
Mój pokój miał białe ściany, jedną z nich zajmowała fototapeta przedstawiająca miasto nocą, prawdopodobnie Los Angeles, w każdym razie, jedno z dużych miast. Na środku stało wielkie dwuosobowe i bardzo wygodne łóżko z białą pościelą i wieloma poduszkami. Wielkie okno zajmowało również, jedną ze ścian. Uwielbiałam przez nie wyglądać, było takie ogromne. No i zwyczajna komoda, która stała przy ścianie naprzeciwko łóżka. Nie wspomniałam, że mam jeszcze własną garderobę.. Powoli przeszłam przez pokój i weszłam do swojej garderoby. Była dosyć spora, dużo ubrań, butów i takie tam. W większości nie chodziłam, no ale..
Wyciągnęłam czarne rurki z szuflady, bieliznę na zmianę, biały podkoszulek i biało-niebieską bejsbolówkę. Ruszyłam do łazienki. Oh, prysznic, jak ja lubię prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę, ściągnęłam wczorajsze ubrania, i weszłam pod prysznic. Po dobrych pięciu minutach, byłam już jak nowo narodzona, oprócz tego że bolała mnie głowa. Wyszłam z pod prysznica. Wytarłam się dokładnie i osuszyłam swoje kasztanowe włosy, fale sięgały mi do ramion.  Chciałabym mieć proste włosy – mruknęłam do swojego odbicia w lustrze, po czym zaczęłam się ubierać. Nałożyłam delikatny makijaż i już byłam zwarta i gotowa. Wybiegłam z łazienki, usiadłam na łóżku i ubrałam swoje czarne conversy przy okazji spojrzałam na zegarek, 8:06 no tak ŚWIETNIE. Wzięłam swoją torbę i w mgnieniu oka zbiegłam na dół, po drodze łapiąc jabłko. Wyszłam z domu i momentalnie się zatrzymałam. Brak podwózki, no zajebiście.
Gorzej być nie mogło. Ruszyłam biegiem w kierunku szkoły, niby nie było tak daleko..
Kiedy znalazłam się pod szkołą nie mogłam złapać oddechu, stanęłam w miejscu, próbując się nie udusić. Z pewnością byłam cała czerwona, oh co za pech. Weszłam do szkoły i podeszłam do swojej szafki, wyciągnęłam potrzebne książki. Pierwsza lekcja j.Angielski. Odnalazłam salę, szybko zapukałam i weszłam do środka.
- przepraszam za spóźnienie – mruknęłam pośpiesznie i zajęłam miejsce koło Rose, która wpatrywała się we mnie pytająco.
Nauczyciel tylko pokiwał głową i wrócił do prowadzenia lekcji. Cała lekcja dłużyła mi się niezmiernie, niby mieli dołączyć do nas jacyś nowi uczniowie, jednak nie widziałam, żadnej nowej twarzy w klasie. Postanowiłam zapytać przyjaciółkę.
- i gdzie ci nowi? – zapytałam szeptem, żeby nauczyciel nie usłyszał.
- słyszałam, że to DWA niesamowite ciacha. – Odpowiedziała z niemałym uśmiechem na twarzy.
- no co ty? To gdzie oni są? – znowu rozejrzałam się po klasie, w poszukiwaniu kogoś interesującego.
- podobno mają do nas przyjść na trzeciej lekcji. – odpowiedziała z ekscytacją w głosie.
Uśmiechnęłam się do niej mimowolnie i pokiwałam głową ze zrozumieniem. Dwa ciacha.. hmmm, to może być bardzo interesujące.
Po drugiej lekcji, razem z Rose siedziałyśmy na ławce szkolnej , dyskutując o nowych chłopakach którzy mają się u nas pojawić. Dziwne, może przepisali się dopiero do naszej szkoły. Podobno jakiś Zayn i Harry. Z niecierpliwością wyczekiwałyśmy trzeciej lekcji. Kiedy nastał dzwonek, Pan Smith, pojawił się przy klasie i wpuścił wszystkich do środka. Zajęłam jak zwykle swoje miejsce na końcu klasy. Akurat na tym przedmiocie nie siedziałam z Rose, ona była ulubienicą pana Smitha, za to ja.. no cóż, nie przepadaliśmy za sobą. Przez całą tą ekscytacje tymi nowymi, moja głowa przestała boleć, jednak dalej czułam się źle. Oparłam głowę o swoją ławkę i zamknęłam na chwilę oczy. Usłyszałam jak drzwi od klasy się otwierają.
- Malik, Styles. W końcu. – Odezwał się nauczyciel, a w klasie nastała cisza. Byłam ciekawa co było tego powodem. Powoli podniosłam wzrok i oniemiałam. Faktycznie byli przystojni, i to cholernie przystojni. Chłopak po prawej, miał burzę kręconych brązowych włosów i niesamowicie piękny uśmiech, miał na sobie czarną opiętą na jego klatce bluzkę, która eksponowała wszystkie jego mięśnie. Czarne spodnie i białe conversy. Wyglądał fantastycznie.  Natomiast chłopak po lewej był jeszcze przystojniejszy. Czarne idealnie ułożone włosy, delikatny z pewnością jednodniowy zarost i piekielnie seksowny uśmiech. Miał na sobie czarne spodnie, czarną skórę a pod spodem biały podkoszulek. Cholera jasna, byli nieziemscy i chyba nie tylko ja to dostrzegłam. Wszystkie dziewczyny, były zaczarowane. Widziałam nawet jak Samantha, najgorsza lalunia w klasie, nie mogła odwrócić wzroku od chłopaków. Chris nie wydawał się tym faktem wielce zadowolony, chyba nawet zacisnął dłonie w pięści. Nie potrafiłam się powstrzymać i zaśmiałam się cicho, całkowicie zapominając jaka cisza panuję w klasie. Wszystkie pary oczu zwróciły się ku mnie, nawet tych nowych chłopaków. Puściłam buraka i spuściłam głowę.
- Panno Carter, chciałaby się Pani czymś z nami podzielić? – Zadał mi pytanie, Pan Smith. Pokręciłam przecząco głową, wiedziałam że ten frajer nie odpuści mi tak łatwo.
- Na środek Carter. Może tak przywitasz nowych kolegów w klasie? Hmm? – Zapytał, wcale nie ukrywając swojej radości, widząc w jakim jestem stanie. Nie miałam wyboru i podniosłam się z miejsca, powoli ruszyłam na środek, czując na sobie wzrok całej klasy. W duchu pokręciłam głową z niedowierzaniem, ale się wpakowałaś dziewczyno.
- może tak przedstawisz się kolegom? – byłam wściekła na tego frajera, Smitha. Zawsze musiał mnie udupić. Niechętnie przeniosłam wzrok na tego chłopaka w czarnych włosach, wydawał się być wielce rozbawiony.
- Pain. – mruknęłam cicho i odwróciłam wzrok.
- Zayn.- odpowiedział z uśmieszkiem.
- A ja Harry, miło poznać. – Mruknął, ten z burzą loków na głowie. Po tych słowach stwierdziłam, że wydaje się całkiem fajny. Uśmiechnął się do mnie, ukazując swoje nieziemskie dołeczki w policzkach. UMARŁAM. 

1 komentarz: