poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 4.

Ponownie zostałam pchnięta na szafki. Pokręciłam głową z rozbawieniem, cała ta sytuacja wydawała się dla mnie, wielce zabawna. Koleżanki, Samanthy, no tak któż by inny?
Ta dziewczyna zawsze posługiwała się innymi, nigdy nie załatwiła sprawy sama, na własną rękę, tylko kazała to zrobić swoim koleżankom, totalna idiotka, tak samo jak te jej koleżanki.
Dwie blondynki, skąpo ubrane.. chyba upodobniały się do tej suki. Tapety na twarzy też im nie brakowało. Westchnęłam, wiedząc, że sprowokuję tym gestem, którąś z nich.
- nie wzdychaj jak do ciebie mówię, kretynko! - jedna z nich.. bodajże Chelsey, zabrała głos.
Zaśmiałam się i wzruszyłam ramionami. Kątem oka spostrzegłam, jak jakiś chłopak widząc całą tą sytuację, pobiegł w stronę stołówki. Świetnie, zaraz wszyscy się zlecą. Wielka mi sensacja.
- Słyszysz mnie?! - wzdrygnęłam się na ten podniesiony głos, Chelsey.
- nie jestem głucha. - warknęłam w odpowiedzi.
Patrzyłam jej prosto w oczy, żeby przypadkiem nie pomyślała, że się jej boję czy coś.
- posłuchaj mnie. Jeżeli jeszcze raz upokorzysz Samanthę publicznie, nie ręczymy za siebie - powiedziała głosem pełnym powagi, wskazując na siebie i tą koleżankę obok.
- tak? - zaśmiałam się kpiarsko - jesteście żałosne, obydwie. Dajecie sobą pomiatać.
Chelsey się oburzyła i położyła dłonie na biodrach, przy okazji mrużąc oczy.
- nie obchodzi mnie twoje zdanie, eee.. jak ci tam? aa.. Pain. - wzruszyła ramionami - wiem, że Sam nas lubi i wcale nami nie pomiata, prawda Monic? - spojrzała na tą drugą blondynkę, która wpatrywała się w swoje paznokcie, chyba zupełnie jej nie słuchając.
- przepraszam, co mówiłaś? - zapytała, podnosząc wzrok.
Parsknęłam śmiechem. Idiotki, totalne idiotki.
- z czego się śmiejesz?! - Chelsey, złapała mnie za ramię i ponownie pchnęła na szafki.
- z twojej głupoty. - odpowiedziałam, dalej się śmiejąc. nie przejęłam się zbytnio, tym że znowu pchnęła mnie na szafki.
Zauważyłam, że wszyscy zaczęli się zbierać wokół nas, nawet Rose i Harry stali i patrzyli. Złapałam wzrok swojej przyjaciółki, która jak dobrze widziałam już chciała przybiec i mi pomóc, ale pokręciłam przecząco głową i na powrót przestała się ruszać.
Zayn.. cholera. Nawet on tam był, tylko tym razem się nie wtrącał, dokładnie tak jak chciałam. Hmm.. może jednak potrafi słuchać? Cały czas się przyglądał.
Nagle poczułam ból przeszywający mój policzek , chyba dostałam z liścia. Zapanowała cisza, jedynie z boku usłyszałam jak parę osób bierze głębokie wdechy, z pewnością czekali na dalszy rozwój wydarzeń. Nie czekałam długo, nieważne, że byłam dziewczyną. Nie pozwolę, żeby ktokolwiek bił mnie po twarzy, tym bardziej jakieś puste blondyneczki. Spojrzałam na Monic, która stała niewzruszona, potem przeniosłam wzrok na Chelsey, to ona mnie uderzyła i widziałam ten lekki niepokój w jej oczach, chyba wiedziała co ją czeka za to co zrobiła.
- czujesz się usatysfakcjonowana? Samantha będzie dumna, hę? - zapytałam, zbliżając się do niej o krok. Ta odruchowo cofnęła się do tyłu. 
 Przełknęła gorączkowo ślinę, i starała się udawać twardą. Uwierzcie mi, bardzo zabawny widok.
Tym razem ja stałam przed nią i pchnęłam ją na szafki. Nie cackałam się z nią długo, po dobrej chwili również uderzyłam ją w twarz. Dziewczyna jęknęła z bólu.
- dotknij mnie jeszcze raz .. a pożał..- nie zdążyłam dokończyć, bo ktoś pociągnął mnie do tyłu za włosy.
Próbowałam się obrócić, ale na marne. Wzięłam mocny zamach i uderzyłam napastnika z łokcia w brzuch, usłyszałam pisk. A więc to była Monic. Obróciłam się w jej stronę, schyliła się, krzywiąc się z bólu. 
- ty.. idiotko.. - sapnęła ze złością.
- słucham? coś mówiłaś? - zbliżyłam się do niej ponownie, chwyciłam jej idealnie ułożone włosy i pociągnęłam do tyłu jej głowę, tak by na mnie spojrzała. Pokręciła jedynie głową, widziałam w jej oczach strach.  Z wielką satysfakcją puściłam jej włosy.
Już chciałam od nich odejść, kiedy na drodze stanął mi mięśniak, następny kretyn w tej szkole. Cholera jasna.
- uderzyłaś moją dziewczynę.. - wskazał głową na Monic, która dalej zwijała się z bólu.
Poczułam jak szarpie mnie za rękę, miał tyle siły, że myślałam, że połamie mi tą rękę. Skrzywiłam się lekko, próbując nie dać po sobie poznać. Wiadomo był facetem, a z facetem większych szans nie miałam, szczególnie z facetem takich rozmiarów. Czarna bokserka opinała się na jego klacie, ukazując przy tym parę jego tatuażów na ramionach, kolczyk w uchu, i czarne postawione na żel włosy. Miał z lekka krzywy nos, co oznaczało , że chyba musiał już w niego dostać. Zaśmiałam się mimo własnej woli, co wyszło na moją niekorzyść.
Złapał moją twarz w tą swoją wielką łapę, przypuszczam, że mógłby mi złamać szczękę, gdyby tylko chciał. Zbliżył się do mojej twarzy, na tyle że czułam jego zapach.
- śmiejesz się ze mnie, suko?! - wypowiadając te słowa, mocniej ścisnął moją szczękę. Na co skrzywiłam się bardziej. Bolało.. strasznie. W walce z facetem, byłam naprawdę słaba.
- Puść ją. - warknął dobrze mi znany głos. Malik. Znowu.
Mięśniak zwrócił swoją głowę w stronę Zayn’a z uśmieszkiem na twarzy.
- bo co, chłopaczku? - zapytał, przesłodzonym głosem. Opuszkiem palca przejechał po moim policzku.
- zaraz zdejmę ten twój idiotyczny uśmieszek, z tej twojej krzywej mordy. - warknął czarnowłosy. Niestety nie widziałam jego twarzy więc mogłam sobie jedynie wyobrazić jego wyraz twarzy i to jak zaciska dłonie w pięści.
- proszę cię bardzo, chłopaczku. - słyszałam pewność siebie w jego głosie. po chwili poluźnił uścisk i byłam wolna.
Zayn nie czekał zbyt długo, chwilę później znalazł się przy chłopaku i trafił w jego twarz. Prawy sierpowy idealnie wymierzony.
Odsunęłam się na bok. Miałam nadzieję, że Malik wyjdzie z tego cało..
Tym razem czarnowłosy oberwał, widziałam że się skrzywił ale nic więcej. Poleciała mu krew z wargi, mój mózg zaczął pracować na wyższych obrotach, jeżeli szybko tego nie zakończymy może się to wszystko źle skończyć!
- STOP! - krzyknęłam, tak głośno, na ile było mnie stać.
Niestety, to nie podziałało.. Obróciłam się o 180 stopni, w poszukiwaniu pomocy. Wszyscy byli zebrani wokół, jednak nikt nie pofatygował się żeby pomóc.
- HARRY! pomóż mi ich rozdzielić! - krzyknęłam w stronę Harrego, który nie zwlekał dłużej. Znalazł się tuż obok mnie.
- ty nie podchodź, mogą zrobić ci krzywdę. - spojrzał na mnie z powagą. Nie oczekiwał sprzeciwu, to był rozkaz. Odsunął mnie na bok i po chwili przejęła mnie Rose, chwytając mnie w silnym uścisku, abym nie mogła się ruszyć.
- Pain, wszystko w porządku? - zapytała z troską. Odpowiedziałam jej kiwnięciem głowy, dalej obserwując sytuację.
Harry zmusił jakiś czterech chłopaków, żeby mu pomogli. Dwóch odciągało mięśniaka, i trzech odciągało Zayn’a. Po dobrej chwili stali już dobry metr od siebie, głośno oddychając. Mięśniak też krwawił. Nie sądziłam, że Zayn może mieć tyle siły.. Wzięłam głęboki wdech słysząc chłodne słowa z ust mięśniaka.
- policzymy się jeszcze, policzymy.. - warknął, przed odciągnięciem go z korytarza. Wyprowadzili go z holu. Dwie dziewczyny z którymi ja miałam do czynienia, również ruszyli za nimi.
Wyswobodziłam się z uścisku Rose i podbiegłam do Malika. Przyjrzałam się jego twarzy.
- nic ci nie jest? - zapytałam, widząc jego poharataną wargę .
Chłopak tylko wzruszył ramionami i odwrócił wzrok.
Nie mam pojęcia dlaczego to zrobił, dlaczego mi pomógł.. nikt inny tego nie zrobił. Pewnie wiedział, że sama nie dam sobie z tym kolesiem rady.
Wszyscy zaczęli odchodzić w swoje strony w mgnieniu oka a więc coś było nie tak. Jakiś chłopak do nas podbiegł.
- dyrektor idzie, musicie wiać bo was posadzi! - spojrzał na naszą trójkę. Mnie, Zayn’a i Harrego.
Pokiwałam głową i spojrzałam na loczka.
- idź do Rose, ja pomogę Zaynowi - mruknęłam szybko i pchnęłam Harrego w stronę korytarza, gdzie zniknęła blondynka. Chciałam wziąć go pod łokieć, jednak ten się wyszarpnął. No tak, ta męska duma. Westchnęłam. Ruszyliśmy szybkim tempem w stronę gabinetu pielęgniarki, na nasze szczęście pielęgniarka była wyluzowana, bywałam u niej dość często, bardzo dobrze mnie zna.
Zapukałam do środka, jednocześnie się rozglądając. Miałam nadzieję, że nie natkniemy się na dyra. Pielęgniarka otworzyła drzwi i uważnie zilustrowała nas wzrokiem.
- Pain? co się stał... o matko! - przeraziła się widząc, dobrze poharataną twarz chłopaka - wchodźcie do środka.
Weszliśmy do środka. Malik usiadł na sofce a ja usiadłam na przeciwko niego na krześle.
- dziecino, co się stało? - zwróciła się w moją stronę.
- mała bójka.. eee, nic takiego. - szepnęłam, spoglądając w stronę Zayn’a, który patrzył się na mnie. Nie wiem jak.. ale wyglądał o niebo lepiej niż tamten mięśniak, jakoś wydawało mi się, że tamten był w jeszcze gorszym stanie niż Malik.
Kobieta zajęła się chłopakiem. Po dobrych dziesięciu minutach, Zayn wyglądał dużo lepiej.
- jak się czujesz? - zapytała go pielęgniarka.
- bywało lepiej. - odpowiedział, jednak na jego twarzy pojawił się uśmiech. Był zadowolony... mhm, ciekawe.
Kobieta wypuściła nas z gabinetu i kazała iść do domu, nawet napisała nam zwolnienie z dzisiejszego dnia. Postanowiłam z tego skorzystać, nie wiem jak Zayn. Chciałam go zapytać o parę rzeczy.. ale w sumie, czułam się jakoś tak głupio.
- ee, hmm.. dzięki za pomoc. Ale..  nie musiałeś. - odezwałam się, spuszczając wzrok. Czułam, że jego wzrok był utkwiony we mnie.
- jasne, a ty znowu przy swoim, z tym frajerem raczej rady byś sobie nie dała.. - stwierdził. Wiedziałam, że ma rację, ale za żadne skarby nie chciałam mu przyznać racji.
- tak? a skąd możesz to wiedzieć? może miałam coś w zanadrzu? hmm? - zapytałam podnosząc swój wzrok na niego.
- tak, tak.. oczywiście. - pokiwał głową z wyraźną kpiną - jakoś wydaję mi się, że wyglądałaś na troszeczkę przerażoną. - stwierdził z rozbawieniem.
Siedziałam cicho.. no bo co niby miałam powiedzieć?
- ale wiesz co? - zbliżył się do mnie o krok, i ujął jeden kosmyk moich włosów. 
 Poczułam jego ładny zapach, tak pięknie pachniał. Nie odważyłam się spojrzeć mu w oczy.. matko, co się ze mną działo? Potrafiłam się pobić, a nie potrafiłam spojrzeć chłopakowi w oczy? To chore, ewidentnie. Zayn chyba czekał, aż podniosę na niego swój wzrok bo dalej nic nie mówił.. Powoli przeniosłam wzrok na jego oczy, które wpatrywały się w moją twarz. Uśmiechnął się tajemniczo i zbliżył swoją twarz do mojej. Chyba widział jak na mnie działał. Przejechał kciukiem po moim policzku, i założył kosmyk włosów za ucho.
- nie mam pojęcia dlaczego.. tak bardzo chcę cię chronić – zaczął mówić, patrząc mi prosto w oczy – to dziwne, nie uważasz? Przecież nawet się nie znamy..
Słuchałam jego słów uważnie. Nie odezwałam się ani słowem, nie potrafiłam.
- To takie dziwne.. – pokręcił głową, jakby nie mógł w to uwierzyć – Czuję jakbym był tobie przeznaczony.. nie potrafię ci tego wytłumaczyć.. nie mogę..
Dla mnie gadał bez sensu, przeznaczony? Jak niby przeznaczony?
- jesteś moim Aniołem.. mój Aniele.. – szepnął, wprost do mojego ucha, na co się wzdrygnęłam.
Zamknęłam oczy, głośno przełykając ślinę. Kiedy ponownie otworzyłam oczy, chłopaka już nie było. Otworzyłam szerzej oczy.
- przecież to niemożliwe.. – gadałam sama do siebie – nie mógł tak szybko zniknąć.
Wzięłam głęboki wdech, żeby się uspokoić. To totalnie pokręcone!
Wyszłam ze szkoły, rozglądając się na boki. Może mi się to wszystko zdawało? Już sama nie wiem co o tym myśleć. Musiałam stąd iść i to jak najszybciej. Biegłam przed siebie a jego słowa odbijały się echem w mojej głowie .


        jesteś moim Aniołem.. mój Aniele..

3 komentarze:

  1. Hej :) Twój blog został nominowany do Libster Award ! Więcej informacji tutaj : http://lastfirstkissonedirectionimagine.blogspot.com/2013/07/libster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś nominowana do Libster Award, więcej informacji tutaj http://blooogoonedirection.blogspot.com/2013/07/libster-award.html

    OdpowiedzUsuń